Starszy sąsiad opowiada różne paskudne rzeczy. Próbują go eksmitować.

Na parterze w naszym czteropiętrowym budynku mieszkała starsza para. Wyglądali na bardzo miłych starszych ludzi, zakochanych i wspierających się nawzajem. Zawsze wszędzie chodzili razem, a mimo to nikt tak naprawdę nic o nich nie wiedział. Przez jakiś czas sąsiedzi nie mieli pojęcia, że starszy pan został sam. Ktoś widział przyjazd karetki, ale nikt nie wiedział, że babcia zmarła.

Z powodu samotności lub dlatego, że nie było nikogo innego, kto mógłby go powstrzymać, dziadek zaczął częściej wychodzić. Czasami włóczył się po okolicy, czasami wpadał na któregoś z sąsiadów w sklepie. Wcześniej nikt nie zwróciłby na to uwagi, ale on zaczął witać się ze wszystkimi, pytać, co u nich słychać, jak się mają ich dzieci, gdzie są ich wnuki itd. Pytał też mnie, uśmiechając się uprzejmie, a nawet oferując, że zaniesie moje torby do domu.

– Ale co pani mężem? Czemu nie pomoże?- zapytał.
– Nie mam jeszcze męża.
– Jak to? Ma pani jakieś czterdzieści lat i wciąż nie ma męża?

Miałam tylko trzydzieści jeden lat, ale nie poprawiłam dziadka.

On  psuł mi nastrój i starałam się widywać go jak najrzadziej, żeby nie słyszeć jego docinków. Myślałam, że inni sąsiedzi są normalni, że to tylko staruszek jest zły, ale pewnego dnia mama z pracy i powiedziała, że wszystkie staruszki na podwórku obgadują mnie, bo jestem stara, bez męża, bez dzieci i mieszkam z rodzicami. Jakoś to przełknęłam i pomyślałam, że jakoś im przejdzie, ale tak się nie stało. Dziadek zbierał informacje o wszystkich i przekazywał je dalej. Chwilowo przerzucili się ze mnie na samotnego ojca , do którego dziewczyny rzekomo przychodziły na zawołanie, gdy dzieci były w szkole. Później dziadek powiedział wszystkim, że Karol z pierwszego piętra, który miał własny warsztat samochodowy, nigdy nie trzymał śrubokręta w rękach, ponieważ nie potrafił naprawić starego fiata, którym dziadek jeździł dziesięć lat temu.

Kiedyś nasi sąsiedzi nic o sobie nie wiedzieli, każdy miał swoje sprawy, nikt nie patrzył na innych, a teraz słyszymy wszelkiego rodzaju plotki ze wszystkich stron. Czuję się zażenowana, wychodząc z budynku, bo wydaje mi się, że wszystkie oczy zwrócone są na mnie i wszyscy dyskutują o mnie. W sumie ja sama, w ten czy inny sposób, myślę o historiach innych ludzi, nie rozmawiając o nich z sąsiadami, ale słuchając plotek. W końcu to też jest złe. A to wszystko przez jednego staruszka, który nie może usiedzieć spokojnie w domu.

Szefowa naszej wspólnoty postanowiła coś z nim zrobić po tym, jak dziadek zaczął mówić, że ona bez pozwolenia zabiera pieniądze z emerytur innych ludzi. Teraz próbuje się dowiedzieć , czy są jakieś podstawy prawne, aby go eksmitować, zbiera podpisy, a sąsiedzi wydają się chętni do podpisania. Ale czy można eksmitować osobę z domu, w którym mieszka od lat lub dziesięcioleci, tylko z powodu plotek? Myślę, że wolałabym przenieść siebie i pół domu tego dziadka.

Rate article
Fajna Tajna
Starszy sąsiad opowiada różne paskudne rzeczy. Próbują go eksmitować.