Mój mąż nie wspiera mnie w moim pragnieniu wychowywania mojego czteroletniego syna. Uważa, że to nasze pierwsze i jedyne dziecko, które powinno być najbardziej kochane i dostawać wszystko na świecie.
Ponieważ zarabiam niewiele i wydaję głównie na niektóre potrzeby domowe, takie jak żywność i detergenty, mój mąż wydaje więcej na mojego syna. Zarabia więcej, więc często przynosi czekoladki czy zabawki dla malucha, albo spontanicznie zabiera nas wszystkich do kina. Na początku były to miłe niespodzianki, ale teraz mój syn oczekuje tego wszystkiego. Wie, że ma obowiązek przynieść mu zabawkę i ma obowiązek zabrać go gdzieś smacznie jedzenie. Kiedy nie dostaje tego, czego chce, wpada w złość, płacząc i krzycząc. To nie jest w porządku. Nie tylko ja tak uważam, ale również jego dziadkowie. Ale mój mąż nie widzi tego, co oczywiste.
Jestem matką i doskonale rozumiem, że chcę dla swojego dziecka jak najlepiej, ale ważne jest, aby wychowywać je w sposób zrównoważony. Zdałam sobie z tego sprawę, gdy zauważyłam, że inne dzieci w przedszkolu zachowują się bardzo dobrze w stosunku do rodziców, słodko, posłusznie, podczas gdy moje ciągle czegoś żąda i tylko mnie zawstydza. Ma też lepszy stosunek do taty, bo kupuje mi więcej prezentów. Okazuje się, że dziecko już wyrasta na egoistę. Co będzie w przyszłości, jeśli teraz nie zacznie reedukować i ograniczać zakupów dla naszego syna?




