Marek i ja zaczęliśmy się spotykać, gdy byliśmy w szkole. Ale po ukończeniu studiów rozstaliśmy się i pozostaliśmy przyjaciółmi. Kilka lat później spotkaliśmy się ponownie i pracowaliśmy razem w tej samej firmie. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że powinniśmy być razem.
Matka mojego chłopaka nie lubiła mnie od czasów liceum. Żadne z nas nie mogło zrozumieć powodu takiego zachowania, ale baliśmy się zapytać ją o to wprost. Od początku wiedziałam, że jest przeciwna naszemu związkowi, więc na początku myślałam nawet o zerwaniu z Markiem, ale potem postanowiłam dać naszej miłości szansę.
Po ślubie okazało się, że jestem w ciąży i poszłam na urlop macierzyński. To, co zarabiał mój mąż nie wystarczało, więc zamieszkaliśmy z jego mamą.
Żyło nam się dobrze, nie kłóciliśmy się, ale widziałam wrogość w stosunku do mnie. Mimo że zostałam żoną Marka, byłam obca dla jego rodziny. Mąż prosił, żebym nie zwracała uwagi na takie drobiazgi i zajęła się dzieckiem. Aby zadowolić teściową, szybko wstawałam, gotowałam śniadanie, sprzątałam dom i prasowałam ubrania. Ale nawet to nie poprawiło moich relacji z teściową.
Nie chciałam przebywać sama w domu z matką Marka, więc postanowiłam wrócić do pracy. Mąż nie miał nic przeciwko i kilka dni później już pracowałam. Moja decyzja bardzo rozzłościła teściową. Swoje niezadowolenie okazywała tylko Markowi.
Po jakimś czasie nasza sytuacja finansowa się poprawiła, więc ponownie wynajęliśmy mieszkanie. Kiedy ja i Marek pracowaliśmy, teściowa zajmowała się dzieckiem, a na koniec dnia zabieraliśmy córkę do domu.
Każdego wieczoru, po powrocie Marka od rodziców, ni stąd ni zowąd wybuchały skandale. Nie miałam pojęcia, kto podjudza mojego męża, ale w milczeniu wysłuchiwałam jego pretensji pod moim adresem.
W końcu miałam tego dość i złożyłam pozew o rozwód. Marek wrócił do matki. Po pewnym czasie teściowa zadzwoniła do mnie i zapytała, czy to ona była powodem naszego rozwodu. Zaczęła się usprawiedliwiać, mówiąc, że zawsze mnie kochała. Odpowiedziałam, że to nie jej wina, po prostu nie dogadywaliśmy się z jej synem.
Wydawało mi się, że spadł jej kamień z sercz, że usłyszała to, co chciała usłyszeć i zaczęła narzekać na swoją nową synową. W ciągu dwóch tygodni od naszego rozwodu Marek przyprowadził do domu nową kobietę. Nie miałam ochoty i nie chciałam o tym słuchać, więc rozłączyłam się. Odetchnęłam z ulgą, że uciekłam od tej wesołej rodzinki.




