W szkole mój kolega z klasy, Artur, wyznał mi miłość. Ale w tamtym czasie wcale nie chciałam zaczynać związku, więc ignorowałam go w każdy możliwy sposób.
Rodzice nauczyli mnie, że najpierw powinnam myśleć o swojej edukacji, a dopiero potem o chłopakach. W przeciwnym razie cała wioska będzie o mnie mówić. Ale najbardziej bałam się ojca. Zawsze był dla mnie surowy. Nawet mama nie śmiała się z nim kłócić.
Po ukończeniu szkoły Sredniej rozpocząłam dalszą naukę. Zawsze marzyłam o byciu nauczycielem w szkole podstawowej, ale tata zapewnił mnie, że muszę zostać dentystą.
Studia na uniwersytecie medycznym były dla mnie bardzo trudne. Rzadko wracałam do domu rodziców. Kiedy wróciłam do domu na lato po czwartym roku, tata powiedział mi, że nadszedł czas, abym wyszła za mąż. Nie mogłam jednak zrozumieć jednej rzeczy – kto miałby być moim narzeczonym, skoro nie miałam chłopaka.
Później zdałam sobie sprawę, że mój narzeczony został już dla mnie wybrany dawno temu. Kandydatem był mężczyzna, który miał trzydzieści trzy lata. Pracował jako inżynier. Kiedy się o tym dowiedziałam, bardzo się przestraszyłam. Bałam się, że rodzice nie wezmą pod uwagę mojego zdania. Trzydziestotrzyletni Olek nawet nie chciał dowiedzieć się o mnie czegoś więcej. Chciał się jak najszybciej ożenić i przeprowadzić ze mną do innego miasta, gdzie zaproponowano mu awans w pracy.
Nie miałam innego wyjścia, jak tylko zrobić to, czego chciał mój tata. Dwa miesiące później było już po ślubie i wyjechałam z Olkiem. Ale życie z nim wcale nie było takie, jak sobie wyobrażałam. Przypomniało mi to historię mojej matki, która kiedyś również nie miała prawa sprzeciwić się woli ojca.
Byłam odpowiedzialna za wszystkie obowiązki domowe. Miałam prawo brać pieniądze z rodzinnego budżetu tylko za zgodą męża.
Żyłam tak przez trzy lata. To był najgorszy okres w moim życiu. Jedyną rzeczą, która mnie uszczęśliwiała, był mój syn, który pojawił się w czasie, gdy mieszkałam z mężem. Olek czepiał się o wszystko, co robiłam. Nie sprzątałam jak należy, nie gotowałam jak należy, nie zachowywałam się jak należy.
W końcu nie mogłam już tego znieść, spakowałam swoje rzeczy i pojechałam do rodziców. Ale tam nie otrzymałem wsparcia, którego potrzebowałem. Mój tata zbeształ mnie i powiedział, żebym wracała tam, gdzie byłam do męża.
Później Olek zaczął mnie zdradzać. Nic do niego nie czułam, więc nie obchodziło mnie, gdzie jest i z kim. Całą swoją miłość oddałam synowi. Żyłam tylko dla niego.
Żyliśmy tak przez kolejne dziesięć lat. Trudno nazwać to życie szczęśliwym. Mój syn był już dużym chłopcem, więc postanowiłam złożyć pozew o rozwód. Nie miałam jeszcze czterdziestu lat i nie było za późno, by zacząć życie od nowa.
Olek zrobił skandal, zagroził, że odbierze mi syna. Bez emocji spakowałam swoje rzeczy, wzięłam syna za rękę i wyjechałam na wieś.
Tam poznałam Artura. On też był rozwiedziony. Zaczęliśmy rozmawiać, a rok później wzięliśmy ślub. Wtedy poczułam, czym jest prawdziwe małżeńskie szczęście.
Chciałam bardzo zadowolić tego mężczyznę, gotować, robić miłe niespodzianki. W końcu naprawdę go kochałam. W ten sposób stałam się naprawdę szczęśliwa. Nigdy nie jest za późno na szczęście.




