Zaraz po ukończeniu studiów poszłam do pracy w przedszkolu, kilka lat później zmieniłam pracę na pracę w szkole podstawowej, a niedawno podniosłam swoje kwalifikacje i zaczęłam uczyć w liceum. Z jakiegoś powodu w ciągu tych wszystkich długich lat byłam wychowawczynią tylko jednej klasy, ale była ona tak wyjątkowa, że wciąż mam co wspominać. Nigdy nie musiałam się za nich wstydzić przed innymi nauczycielami, wysłuchiwać reprymend dyrektora, ale…. raz miałam rozmowę z policją.
Ale teraz na samą myśl o nich robi mi się ciepło. Czasami siadam i przeglądam album ukończenia szkoły i nie mogę uwierzyć, że ci mali piątoklasiści budują teraz swoje dorosłe życie. I jak miło jest spotkać ich w mieście i być zdumionym, jak dojrzali się stali.
Zawód nauczyciela jest taki, że mam wielu przyjaciół z innych szkół i pewnego dnia umówiliśmy się na kawę. Koleżanka zaczęła mi opowiadać, że syn jej ucznia doszedł do jej klasy w piątej klasie.
– Mówię ci, jego dokładną kopią ojca ! Sklonowany ojciec! On sprawiał, że się pociłam i rumieniłam, to ten też nie da mi spokoju!
– Naprawdę? Byłam zaskoczona, -Naprawdę myślisz, że dzieci są takie jak ich rodzice?
– Masz jakieś wątpliwości?
– Mam bezpośrednie dowody na to, że jest inaczej. Posłuchaj tego. W mojej piątej klasie, wiesz kto tam chodził, kogo można było tam znaleźć! Był tam chłopak z biednej rodziny, który nie był zbyt szanowany. Jego ojciec był kilka razy w więzieniu, więc chłopak tak naprawdę go nie znał. Być może byłoby normalnie, ale poszło nie tak z jego matką, która początkowo pracowała w fabryce, a następnie znalazła mężczyznę, który lubił pić i zaczął dzielić się z nią kieliszkiem. Na początku była traktowana w pracy ze zrozumieniem, współczuli jej , ale potem przestała w ogóle przychodzić do pracy, więc ją zwolnili. Chłopak był wtedy dopiero w szóstej klasie, a już widział takie życie, jakiego nikomu by się nie życzyło. Mimo to był jednym z moich najlepszych uczniów, zawsze odrabiał lekcje, pomagał innym i miał przyjaciół w klasie. Nie był wybitnym uczniem, ale dobrze radził sobie z nauką.
Kiedy w ósmej klasie próbowałam z nim porozmawiać, żeby zaczął się więcej uczyć, powiedział mi, że nie ma czasu, bo pracuje i rozdaje ulotki, żeby on i jego matka mieli co jeść.
– Był wtedy jeszcze dzieckiem! A kiedy dorósł, zdecydowanie poszedł w ślady matki i ojca!
– O nie! Poszedł do średniej szkoły, a następnie na uniwersytet. Studiował prawo, zaczął pracować, a potem otworzył własne biuro. A trzy lata temu głosowałaś na niego w wyborach na burmistrza, a on został burmistrzem! Syn bandyty i pijaka!
Moja przyjaciółka była tak zaskoczona tą historią, że nie mogła znaleźć słów.




