Moja rodzina i rodzina Marka mieszkają obok siebie od pokoleń. Kiedy byłam dzieckiem, nasi rodzice byli nawet najlepszymi przyjaciółmi, ale ponieważ lubiłam syna listonosza, mój tata nie mógł się z tym pogodzić. Sam pracował w fabryce i chociaż wspierał swojego przyjaciela, nie chciał wydać mnie za mąż za syna listonosza. Dobrze, że to i tak inne czasy, nikt nie potrzebuje błogosławieństwa rodziców. Pobraliśmy się bez zgody rodziców, ale musieliśmy gdzieś mieszkać, więc zaczęliśmy prosić mojego ojca. W żaden sposób nie chciał zaakceptować Marka. Musieliśmy zamieszkać z jego rodzicami.
Mama Marka zawsze dużo ode mnie wymagała, a kiedy poskarżyłam się na to mamie, ta powiedziała ojcu i w rezultacie wszyscy wokół mnie się pokłócili. Mój tata nie wiedział, jak rozwiązywać problemy za pomocą słów, więc jedynym pewnym sposobem było przyjście do domu sąsiada, złapanie mnie za rękę i próba wyiągnięcia mnie , mówiąc mi, że Marek nie jest dla mnie odpowiedni.
Dzięki niebiosom, Marek dostał pracę w mieście, można było dojeżdżać ze wsi, ale to była długa droga, więc zdecydowaliśmy, że chociaż nie było to zbyt tanie, wynajmiemy tam mieszkanie. To była najlepsza decyzja w naszym życiu. Dzięki przeprowadzce kłótnie rodziców poszły w niepamięć, a ja dostałam pracę w sklepie odzieżowym. Marek i ja mieliśmy przyzwoity dochód, a przed naszą czwartą rocznicą rodzice pomogli nam kupić mieszkanie. W tym celu mój tata orał całe lato na traktorze, a rodzice Marka sprzedali konia. Ale widzę, że dobrze im się żyje bez nas. Wszyscy są dobrymi sąsiadami i przyjaciółmi i nie ma między nimi żadnych dramatów.
Coraz częściej wydaje mi się, że to ja i Mark prowokowaliśmy ich do kłótni, ciągle na siebie mrugając i narzekając. Teraz nie mamy na kogo narzekać i wszystko jest super!




