Ostatnio dużo myślałam i wciąż nie mogę zrozumieć, kim okazała się moja córka. Nikt z naszej rodziny nie miał tak silnego charakteru. Już jako dziecko Irena działała mi na nerwy. Martwiła się tylko o własne życie. Wszystko inne po prostu jej nie interesowało.
Im była starsza, tym bardziej nieznośny stawał się jej charakter. Gdy była nastolatką nasze relacje stanęły w martwym punkcie. Wszelkie rozmowy kończyły się bardzo szybko. W końcu wszystkie kończyły się awanturą i niezrozumiałymi wyjaśnieniami. Irena była niezwykle upartą dziewczyną. Przyznaję, że momentami byłam bezsilna.
Nigdy w życiu nie spotkałam tak wiecznie niezadowolonej osóby. Ale w końcu w życiu Ireny pojawił się chłopak, który potrafił rozmawiać z moją córka i wyciągnął do niej rękę. “Paweł naprawdę kochał moją córkę. Na początku myślałam nawet, że będzie w stanie ją zmienić. Nie mogę jednak zrozumieć, jak tak spokojnego, zrównoważonego mężczyznę może pociągać ktoś taki jak moja córka. Inną rzeczą, która mnie martwi, jest to, że gdy tylko się pojawił, stałam się zbędna w życiu mojej córki.
Irena przestała do mnie dzwonić, a zaproszenia do odwiedzin nie wchodzą w grę. Czasami sama się do nich wpraszam, ale nawet wtedy nie zawsze udaje mi się wprosić.
Denerwuje mnie fakt, że moja córka jest okropną gospodynią. W kuchni jest mnóstwo nieumytych naczyń, w łazience góra brudnych ubrań, śmieci na podłodze, a na półkach kurz z całego roku. Za każdym razem, gdy zwracam uwagę mojej córce, próbując ją uczyć, wymyśla wymówki, że nie ma czasu, ponieważ cały czas pracuje.
Zadziwia mnie również stosunek mojej córki do mojego zięcia. Otwarcie nim gardzi i krytykuje go w każdy możliwy sposób. Naprawdę współczuję mojemu zięciowi. Nie wiem, jak on to znosi.
Być może jako matka nie mogę tego powiedzieć, ale byłoby lepiej, gdyby się rozwiedli. Mój zięć mógłby sobie znaleźć normalną kobietę. A moja córka byłaby idealna dla takiego mężczyzny jak ona sama.
Szczerze życzę mojej córce szczęścia i znalezienia osoby, która nauczy ją doceniać ludzkie starania. A zięciowi życzę tylko jak najlepiej, bo na to zasługuje. Jeśli moja córka nie oprzytomnieje na czas, to myślę, że w końcu zostanie sama. I kto wtedy będzie znosił jej kaprysy?




