Nigdy bym nie przypuszczała, że mój syn przyniesie mi wiadomość o rozwodzie. Rzecz w tym, że wszystko było u nich w porządku, rzadko się kłócili, byli małżeństwem od 11 lat, mieli ośmioletnią córkę, a potem to…
Kiedy zaczęłam pytać o powód, nie mogłam przestać się śmiać.
-Cóż, powiedziała, że nie może już dłużej stać przy kuchence!- powiedział mój syn.
Śmiejąc się, nie mogłem uwierzyć w to, co słyszę. Czy to prawdziwy powód do zakończenia związku?
Kiedy Robert ożenił się z Marią, moja matka oddała im swoje mieszkanie i wprowadziła się do mnie. W tym czasie oboje mieli już pracę. Po tym, jak synowa poszła na urlop macierzyński, syn piął się po szczeblach kariery, więc często znikał z pracy, ale przynosił bardzo dobre pieniądze. Oczywiście wracał późno, więc wszystkie obowiązki domowe spadały na moją synową.
Nigdy jednak nie przypuszczałam, że będzie to dla niej taki duży problem. Ich córka nie jest już małą dziewczynką, pomaga matce sprzątać dom. Jak powiedział mi syn, sprzątanie nie jest dla niej problemem, nie lubi gotować, bo musi wstać rano przed wszystkimi, potem po pracy biegać po sklepach i znowu zmęczona robić jedzenie. Jednak sam ten proces nie męczy jej tak bardzo, jak myślenie o tym, co ugotować.
Oczywiście moja synowa skarżyła mi się, jak męczące jest gotowanie, ale ironią losu było to, że ilekroć ich odwiedzałam, lodówka była pusta. Maria skarżyła mi się, że Robert jadł za dużo. Śmiałam się z tego, bo wszyscy mężczyźni, których znam, naprawdę dużo jedzą.
Moja synowa nie gotuje obiadów, bo razem z mężem kupują je w restauracjach niedaleko pracy, a ich córka jada w szkolnej stołówce, więc posiłki robi dwa razy dziennie ( śniadanie i kolację ) i pozostaje dla mnie zagadką, dlaczego to taki duży problem.
Syn powiedział mi, że Maria próbowała znaleźć wyjście z trudnej sytuacji i zaczęła gotować z kilkudniowym wyprzedzeniem, ale rzecz w tym, że gotuje bardzo smaczne jedzenie, więc są w stanie zjeść wszystko w jeden dzień.
Mój Robert potrafi zrobić sobie kanapki, ale nie chce tego jeść na śniadanie, a nie umie zrobić nic innego. Do tego wraca z pracy kilka godzin później, więc okazuje się, że żona i córka nie będą czekać, aż on coś ugotuje.
Teraz synowa zabrała córkę i zamieszkała z rodzicami, a syn mieszka sam, przychodzi do mnie na obiad albo idzie do restauracji. Patrzę na to wszystko i nie mogę uwierzyć, że taka błahostka może zniszczyć tak silne małżeństwo.




