Moja żona i ja odliczaliśmy dni i prawie godziny do przeprowadzki z domu naszych rodziców do nowego mieszkania. Mieszkanie dostaliśmy w prezencie ślubnym, ale wymagało remontu i nie mogliśmy się od razu wprowadzić. Odczekaliśmy więc kilka miesięcy, zanim z nową energią wkroczyliśmy w nowe życie.
Moja żona jest równie gościnna, co ciekawska, więc sama poszła poznać sąsiadów i poczęstowała wszystkich domowymi ciastami. Ku jej zaskoczeniu poznała samotnego ojca, który mieszkał piętro niżej. Ma trójkę dzieci, wszystkie są małe, najstarsze ma jedenaście lat. Zostali dobrymi przyjaciółmi, moja żona uwielbiała łzawe historie, a Mikołaj uwielbiał opowiadać historie o swojej niezdarnej byłej żonie i o tym, jak ciężko mu było z dziećmi. Stopniowo wzbudzał sympatię i litość i w pewnym momencie zaczął nas prosić, abyśmy zaopiekowali się najstarszym, zabrali jego sześcioletnią córkę do szkoły zamiast niego lub nakarmili jego dzieci.
Moja żona chętnie zajmowała się jego dziećmi, a ja nie mogłem nic powiedzieć. Trwało to ponad pół roku, aż pewnego dnia naciągnąłem sobie kręgosłup i leżałem chory w domu, moja żona była w tym czasie w pracy. Sąsiad przyszedł , prosząc mnie o opiekę nad dziećmi, został zaproszony na przyjęcie urodzinowe przyjaciela i nie mógł zabrać dzieci ze sobą. Jego najmłodsza córeczka miała dwa latka….. mogłem jeszcze zająć się starszymi, ale nie odważyłem się wziąć tak małego dziecka. Cały czas leżałem, nie mogłem nawet dojść do kuchni, a tu miałem nosić dziecko na rękach, pilnować, żeby nie zrobiło sobie krzywdy… Odmówiłem.
Mężczyzna był na mnie zły. Poszedł na to przejęcie i zostawił dzieci pod opieką swojego jedenastoletniego syna. Ten ostatni miał względną wiedzę o tym, jak je karmić i co robić, ale nie był przygotowany na to, że jego siostra zakrztusi się . Przerażony pobiegł do sąsiadów, dziewczynka została uratowana, ale z przerażenia wezwano karetkę pogotowia. Po przybyciu na miejsce lekarze skontaktowali się z władzami opiekuńczymi i poinformowali, że trójka dzieci była sama przez cały dzień, co prawie zakończyło się tragedią. Samotny ojciec został na jakiś czas pozbawiony praw rodzicielskich, a dzieci zabrano do sierocińca. Teraz apeluje, próbuje je odzyskać i obwinia o wszystko moją żonę i mnie.
– Gdybyście się nimi wtedy zaopiekowali, nic by się nie stało!- przypomina mi sąsiad.
Niedawno urodziło nam się pierwsze dziecko. Jest jeszcze niemowlęciem, a już kilka razy obcy ludzie przychodzili do domu za namową sąsiada. Kiedy dziecko płacze (a małe dzieci często płaczą), natychmiast dzwoni na policję i mówi, że znęcamy się nad dzieckiem. Wymyśla różne rzeczy, żeby pozbawić nas praw rodzicielskich. Mieliśmy wiele argumentów, ale to na nic. Nie możemy się też przeprowadzić – zainwestowaliśmy tyle pieniędzy w remont. Modlimy się, żeby nasz syn szybko podrósł i przestał tak głośno płakać, choć nie ma pewności, że sąsiad nie wymyśli czegoś nowego, żeby działać mi i żonie na nerwy.




