Z Tomaszem przyjaźniliśmy się od czasów studenckich. Był niesamowicie utalentowanym artystą, z pasją do malarstwa, która była widoczna w każdym pociągnięciu jego pędzla. Często powtarzał mi, że jego przeznaczeniem jest stać się wielkim, że pewnego dnia jego prace będą zdobić ściany prestiżowych galerii i będą podziwiane przez miłośników sztuki na całym świecie.
Jego rodzice byli ciężko pracującymi, zwykłymi ludźmi, którzy ledwo wiązali koniec z końcem. Nie mogłam przestać się zastanawiać, w jaki sposób planował zrealizować swoje marzenie o zostaniu sławnym artystą bez żadnego wsparcia finansowego ani koneksji w świecie sztuki.
Po studiach rozstaliśmy się i straciłam z nim kontakt na kilka lat. Zrobiłam karierę dziennikarską i wyszłam za mąż, a on kontynuował swoje artystyczne poszukiwania,ale się nie spotykaliśmy. Czasami dowiadywałam się o nim od wspólnych znajomych, ale byłam zbyt zajęta własnym życiem, by zwracać na to uwagę.
Pewnego dnia postanowiliśmy z mężem odwiedzić wystawę sztuki, która zbierała entuzjastyczne recenzje w mieście. Spacerując po galerii, byłam zafascynowana imponującymi obrazami wiszącymi na ścianach. Nazwisko artysty wydawało mi się znajome, ale nie mogłam go zidentyfikować, dopóki nie dotarłam do ostatniego obrazu na wystawie.
Przed zapierającym dech w piersiach arcydziełem stał Tomasz. Wyglądał jak zupełnie inna osoba, emanował pewnością siebie. Dzieło wymownie świadczyło o jego talencie i poświęceniu dla swojego rzemiosła. Po wystawie spotkaliśmy się i nie mogłem powstrzymać podekscytowania, chwaląc jego wyjątkową pracę. Obiecał wtedy, że pewnego dnia mnie namaluje!
Przy kawie Tomas podzielił się ze mną historią swojego życia. Po ukończeniu studiów stanął przed wieloma wyzwaniami, próbując utrzymać się wyłącznie ze swojej sztuki. Podejmował dorywcze prace, aby związać koniec z końcem, poświęcając każdą wolną chwilę na doskonalenie swoich umiejętności. To właśnie w tych trudnych czasach zdał sobie sprawę, że potrzebuje nowego podejścia do realizacji swoich marzeń.
Tomasz dowiedział się o dotacjach i ubiegał się o różne programy, które mogły sfinansować jego projekty i zapewnić ekspozycję. Kilka razy został odrzucony, ale nigdy nie stracił nadziei. W końcu jego talent i wytrwałość zwróciły uwagę znanej fundacji artystycznej, która nie tylko zaoferowała mu dotację, ale także zaprezentowała jego prace na wystawie, którą właśnie widzieliśmy.
Ku mojemu zaskoczeniu, Tomasz założył również odnoszącą sukcesy akademię sztuki, w której uczył początkujących artystów. Tomasz udowodnił, że tylko ciężka praca i odrobina szczęścia mogą doprowadzić do sukcesu.
Ten co nic nie robi, niczego się nie dorobi. A może jednak?





