Od dziecka słyszałam, że jestem komuś coś winna: rodzicom za to, że mnie urodzili, Babci za to, że mieszkała w swoim mieszkaniu, a ja musiałam dobrze radzić sobie w szkole, być posłuszna i pomagać mamie i tacie. W szkole musiałam być świetnym uczniem, dobrze się zachowywać i brać udział we wszystkich szkolnych konkursach.
Później musiałam chodzić do klubu koszykarskiego i brać udział we wszystkich zawodach. Warunkiem było to, że musiałam wygrywać. To był mój obowiązek.
Nikt nie zwracał uwagi na moje marzenia. Chciałam zostać programistką. Niestety, moje pragnienia się nie spełniły. Moi rodzice uważali, że ten zawód jest dla mnie zbyt trudny. Dokonali więc za mnie wyboru, mówiąc, że powinnam zostać lekarzem. A ja znowu ich posłuchałam i zrobiłam tak, jak mówili. Ale wszyscy powtarzali jednym głosem, że skoro mnie wychowali, nakarmili i ubrali, to muszę ich słuchać.
Jedyne, co mogłam wybrać, to specjalizacja. Postanowiłam więc zostać dentystką.
Ale to nie wszystko. Chociaż jestem dorosła i zarabiam pieniądze, moje życie wcale nie jest moje. Istnieją niezrozumiałe “powinności”. Teraz muszę wyjść za mąż, za faceta którego wybrali moi rodzice. A wybór padł na syna kolegi z pracy mojego ojca. Uznali, że jesteśmy dla siebie stworzeni.
Ale to nie wszystko. Z jakiegoś powodu krewni mają prawo decydować, ile dzieci powinniśmy mieć, jak powinny się nazywać i w co ubierać. W takich momentach czułam się jak marionetka w czyichś rękach, bo o moim życiu decydowali inni ludzie.
Pewnego dnia pomyślałam, że jestem tylko widzem własnego życia i nie żyję nim w pełni. Na zewnątrz była wiosna. Siedziałam na ławce i rozmyślałam. Nagle zobaczyłam mężczyznę na sąsiedniej ławce, który wpatrywał się we mnie przeszywająco. Potem usiadł obok mnie i zapytał, czy wszystko ze mną w porządku. Dodał, że wyglądam na zdenerwowaną. W tamtej chwili naprawdę chciałam mu powiedzieć, co się stało.
Czas mijał, a Mirek i ja spotkaliśmy się w tym samym miejscu. Jak się okazało, pracował w moim wymarzonym zawodzie jako programista. Od tamtej pory widujemy się jeszcze częściej.
A dwa miesiące później podjełam brzemienną w skutkach decyzję – zerwałam z facetem, którego nigdy nie potrafiłabym pokochać.
Po oświadczynach Mirka w końcu zrozumiałam, co to znaczy podejmować decyzje, które czynią człowieka szczęśliwym. Mieliśmy syna i nazwaliśmy go tak, jak chcieliśmy.
Dwa lata później urodziła nam się córka. Byłam bardzo szczęśliwa.
Od tego czasu zdałam sobie sprawę, że wszystkie ważne decyzje musimy podejmować sami i wszystko jest w naszych rękach. Nikt nie może wiedzieć, co jest dla nas najlepsze.
Postanowiłam zaryzykować i po 45 roku życia poszłam na studia, aby zostać programistą. W końcu znalazłam to, co powinnam robić i ani przez chwilę nie żałuję, że jestem najstarszą studentką na moim wydziale.
Dziś mam ukochanego męża, dzieci i pracę, którą kocham.




