Na mojego byłego kolegę z klasy wpadłam przypadkiem w sklepie, gdy robiłam zakupy do domu. Od rana byłam na nogach, zmęczona, bo nawet w wolny dzień musiałam gdzieś biec, bo mój mąż to święty woli zostać w domu, a mnie nie jest ciężko wszędzie chodzić i sprzątać, gotować, pomagać córce przy wnukach. Wiedziałam, że oboje mieszkamy w tej samej dzielnicy co wcześniej, ale jakoś nie widzieliśmy się od lat, a potem wpadliśmy na siebie. On narzekał na pracę, na samotne życie, a ja na leniwego męża.
– “On cię nie docenia” – odpowiedział mój znajomy – “Dałbym wszystko, żeby poślubić kogoś takiego jak ty. Nigdy nie miałam szczęścia w miłości – nigdy sie nie ożeniłem.
Rozmawiałyśmy nie tylko o przeszłości, ale i o przyszłości, o planach wyjazdów do naszych domów na wsi, które były położone w różnych kierunkach, o budowach, remontach, a gdy raz w rozmowie znów wspomniałam o mężu, Frankowi załamał się głos:
– “No to dajmy mu nauczkę. Zamieszkajmy na jakiś czas u mnie. Powiemy znajomym, że się zakochaliśmy i zobaczymy, po jakim czasie mąż zacznie cię błagać o powrót.
Pomysł wydawał mi się niedorzeczny. Sąsiedzi będą o tym mówić! Ale jak tylko wróciłam do domu, pokłóciłam się z mężem, więc od razu napisałam do Franka, że się zgadzam.
Następnego ranka, gdy mąż spał, spakowałam kilka rzeczy, napisałam kartkę z “wyznaniem” o moim kochanku i wyszłam. Mąż nie podniósł od razu alarmu i nie zaczął mnie szukać. Przez jakiś czas nawet nie pomyślał, żeby zadzwonić. Mimo tego że dom stopniowo popadał w ruinę bez mojego sprzątania, a lodówka robiła się pusta, nie potrzebował mnie, ale po pojawieniu się nowych rachunków nagle zaczął się martwić i zaczął dzwonić.
W międzyczasie dobrze dogadywałam się z Frankiem. Dbał o mnie i nigdy nie pozwalał mi zmywać naczyń, gotował śniadania dla nas dwojga, a w weekendy jeździliśmy razem do domu na wsi. Byłam szczęśliwa, że mogę tam zacząć ulepszać ogród.
Mój mąż poprosił mnie o powrót przez telefon, mówiąc, że wybaczy mi każdą zdradę, a nawet pozwoli mi spotykać się z moim kochankiem, o ile znów zamieszkamy razem i będę wypełniać swoje “obowiązki”. On już mnie nie kocha, tylko po prostu zdał sobie sprawę, że ciężko jest radzić sobie samemu. Ale teraz ja nie chcę wracać do domu. Lubię Franka. Jest dobrym człowiekiem, opiekuńczym, przyjemnie się z nim mieszka. Jeszcze mnie nie wyrzucił, nawet nie pyta o męża. Myślę, że jemu też jest dobrze, kiedy jesteśmy razem.
Więc co powinnam zrobić? Czy powinnam złożyć pozew o rozwód i spróbować zbudować nowy związek? Nie miałabym nic przeciwko rozpoczęciu nowego życia, ale trochę się martwię, że Franek nie myśli o mnie jak o kobiecie, tylko jak o przyjaciółce z dzieciństwa. Jeśli nagle zacznę coś poważnego, a on mnie odeśle, będę musiała wrócić do męża.




