Po szkole mój syn poszedł na studia w stolicy i później dostał tam pracę. Był bardzo zajęty, rzadko przyjeżdżał do domu. Oczywiście rozumieliśmy go. Młodzi ludzie tak naprawdę nie chcą wracać do małego miasteczka, bo nie ma tam rozwoju, perspektyw i rozrywki. Dziesięć lat temu życie sprawiło, że doświadczyłem samotności. Moja żona zmarła po wylewie i zostałem sam w dwupokojowym mieszkaniu. Nie dane jej było usłyszeć śmiechu wnuków.
Sześć lat temu mój syn ożenił się, ponieważ jego dziewczyna zaszła w ciążę. Nie organizowali wesela, tylko skromną ceremonię. Po tym, jak moja synowa urodziła bliźniaczki, przyjechałem do nich na chrzciny, a rok później oni przyjechali do mnie na kilka dni. Nie mogli zostać długo, ponieważ mieli dużo zajęć w mieście. Potem już nigdy nie przyjechali, a ja odwiedzałem ich od czasu do czasu, ale kontaktowaliśmy się głównie telefonicznie.
Ostatni raz odwiedziłem ich dwa lata temu, więc zdecydowałem, że nie ma sensu dłużej zwlekać i akurat wtedy wypadały urodziny mojego syna. Oszczędzałem pieniądze z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Jechałem do miasta ze znajomym, który miał odwiedzić swoją studiującą córkę. Kiedy wysiadłem z pociągu, nie mogłem uwierzyć własnym oczom, że miasto tak bardzo rozwinęło się w ciągu tego czasu. Za każdym razem, gdy je widziałem, byłem pod coraz większym wrażeniem jego skali i tłumu ludzi.
Mój syn czekał na mnie na peronie. Wziął moje bagaże i pojechaliśmy do jego mieszkania.
Syn i synowa mieszkają w pięknej okolicy, najwyraźniej drogiej, ponieważ potrzeba specjalnych przepustek, aby tam wejść. Samo mieszkanie też było piękne, ale puste. Synowa była w pracy, a wnuczki w przedszkolu. Syn wytłumaczył mi, gdzie co jest, jak podgrzać obiad i pobiegł do pracy. Zjadłem to, co mi przygotowano, włączyłem telewizor i zasnąłem. Obudził mnie dźwięk dziecięcych głosów. Moje wnuczki i synowa weszli do pokoju i przywitali mnie jakoś taki dziwnie. Synowa powiedziała dzieciom, żeby mnie przytuliły, ale zrobiły to niepewnie i niechętnie, ale czy można je za to winić? Rzadko mnie widują, więc patrzą na mnie jak na obcego. Jednak po prezentach ich spojrzenie stało się nieco cieplejsze.
Potem podarowałem synowej powidła, które sam zrobiłem, a synowi wino domowej roboty. Ale nie byli tak zadowoleni z moich prezentów jak dzieci. Na kolację dali mi dwa kawałki pizzy i herbatę. Wszyscy zajęli się swoimi sprawami i nie chcieli ze mną rozmawiać, nawet mój syn… Godzinę później poszli do swoich sypialni, a ja czułem się jak porzucony szczeniak. Następny dzień minął w ten sam sposób, zmieniło się tylko danie, które ugotowali na obiad. Znowu nikt nie chciał ze mną rozmawiać.
Rano poszedłem na stację kolejową i wróciłem do domu . Nikt nie zauważył mojego zniknięcia, a mój syn zadzwonił do mnie dopiero wieczorem z pytaniem, dlaczego nie uprzedziłem go, że wracam do domu. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że czułem się w ich domu jak obcy. W moim rodzinnym mieście sąsiedzi pytali mnie, jak mi minął pobyt i dlaczego tak szybko wróciłem, więc musiałem wymyślać historie o ciepłych spotkaniu i o tym, jak bardzo tęskniłem za własnym łóżkiem i widokiem z okna…




