Po ślubie wprowadziliśmy się z mężem do jego matki. Wiem, że młoda rodzina powinna mieszkać oddzielnie , ale moja teściowa ma duży dom, w którym mieszkała sama. Ojciec Roberta zmarł, gdy mój mąż był jeszcze dzieckiem. Odkąd Robert studiował, jego matka była bardzo samotna, więc chcieliśmy by było jej trochę przyjemniej.
Moja teściowa jest dobrą kobietą. Szanuje nasze zainteresowania i upodobania, nie wciska nam swoich rad i daje możliwość bycia samemu. W wieku sześćdziesięciu siedmiu lat Monika jest bardzo aktywną kobietą. Choć jest na emeryturze, nie chce siedzieć w domu. Od ośmiu lat pracuje jako opiekunka dzieci u zamożnej rodziny.
Monika jest tam kochana i szanowana. To rodzina bardzo się do niej przywiązała. Uważają Monikę za część swojej rodziny. We wszystkie święta teściowa dostaje od nich prezenty, a w sprawach domowych wszyscy liczą się z jej zdaniem. Powierzono jej nawet wychowanie dzieci.
W tej rodzinie wszyscy członkowie przestrzegają etykiety. Monika często nazywa ich “arystokratami”. Mówi, że z takimi ludźmi można spokojnie iść na spotkanie z królową. Za każdym razem, gdy jedzą obiad, teściowa nakrywa do stołu i rozkłada wszystkie naczynia. Monika musiała nauczyć się wszystkich szczegółów, ponieważ jest zapraszana do stołu jak członek rodziny. Przez kilka dni uczyła się, jakich naczyń używa się do jedzenia tego czy tamtego. I wszystko byłoby dobrze, ale tak się w to wciągnęła, że zaczęła uczyć mojego męża i mnie w domu, jak prawidłowo jeść i używać wszystkich sztućców. To jest po prostu nie do zniesienia. Moja teściowa poprawia nas za każdym razem, mówiąc nam, czego używać do jedzenia tej czy innej potrawy.
Ostatnio staram się nie jeść przy niej. Teściowa gotuje przepysznie, więc nie tak łatwo się oprzeć. Ale lepiej potem zjeść w spokoju, niż słuchać jej uwag.
Tak właśnie jem. Ukradkiem i szybko, żeby czasem nikt nie usłyszał. Po zjedzeniu przynoszę kolejną porcję mężowi, bo on nie jest z “królewskiej krwi” i ta etykieta już mu w wątrobie siedzi.




