Moja żona Alina przeszła trudny poród. Po urodzeniu naszego syna przeniesiono go na oddział patologii. Dziecko było na jednym oddziale, a moja żona na drugim. Alina ciągle biegała, aby nakarmić dziecko. Chciała jak najszybciej wyjść ze szpitala. Ja sam też nie mogłem się doczekać powrotu mojej rodziny do domu.
Na oddział mojej żony przyszła dziewczyna. Miała na imię Monika. Miała zaledwie siedemnaście lat. Też miała trudny poród.
Przez cały pobyt w szpitalu Monika płakała i narzekała na swoje trudne życie i niechęć do bycia matką. Wszystko zaczęło się, gdy dziewięć miesięcy temu napadł na nią jakiś nieznajomy mężczyzna. Dziewczyna wracała z zajęć do domu. Miała szczęście, że znalazł ją woźny i wezwał karetkę.
Dziewczyna spędziła kilka tygodni w szpitalu. Po pewnym czasie dowiedziała się, że jest w ciąży. Było już za późno na aborcję. Monika była zrozpaczona i gdyby nie jej ojciec, który szybciej wrócił do domu z pracy, już by nie żyła…
Monika urodziła córkę. Dziecko urodziło się przedwcześnie i wymagało opieki medycznej. Monika chciała uciec z porodówki i zostawić dziecko, ale lekarze jej na to nie pozwolili. Monika nie chciała też karmić dziecka.
Każdego dnia moja żona próbowała przekonać Monikę, że ma piękną córkę. Widziała ją, gdy szła karmić naszego syna. Alina dzieliła się nawet swoimi wspomnieniami o tym, jak pożądana była jej ciąża, jak długo nie mogła zajść w ciążę i jak nieopisanie szczęśliwa była, trzymając dziecko w ramionach. Ale Monika tylko obojętnie wpatrywała się w sufit. Była jeszcze zbyt młoda, by podejmować rozsądne decyzje. Co więcej, jej ojciec nalegał, by nie zabierać tego dziecka do domu.
Alina opowiadała mi o Monice prawie codziennie. Pewnego dnia dziewczyna wyszła z oddziału i już nie wróciła.
Mojej żonie zrobiło się nieopisanie żal dziecka i nadała dziewczynce imię Wiktoria. Pewnego razu Alina przechodziła obok Wikorii, która bardzo płakała. Moja żona nie mogła się powstrzymać przed przyłożeniem dziecka do piersi. Potem wybrała mój numer i powiedziała z zakłopotaniem:
– Weźmy dziewczynkę. Jest taka słodka. Czy dzieci mają być odpowiedzialne za błędy swoich rodziców? Tak mi jej żal…
Cały dzień myślałem o słowach mojej żony. Zdałem sobie sprawę, że jestem dumny z jej mądrości i wrażliwości. Następnego dnia dałem jej odpowiedź:
– Weźmy ją…
Była zaskoczona moimi słowami. Zaakceptowałem dziewczynę jako swoją. Alina jest z tego powodu bardzo szczęśliwa.
Adoptowaliśmy Wiktorię. Od tego czasu minęło dwadzieścia pięć lat. Wyrosła na prawdziwą piękność. Jest również miła i współczująca. Ukończyła szkołę i już pracuje. Wiktoria niedawno wyszła za mąż i jest w ciąży.
Alina i ja jesteśmy niezmiernie wdzięczni Monice za to, że dała nam córkę. Nie wiem, jak byśmy żyli bez tej dziewczyny. Ona i nasz syn są jak rodzina. Mają świetne relacje i niekończące się wsparcie. W końcu mam wspaniałą rodzinę.




