Od razu było dla mnie jasne, dlaczego matka Roberta tak traktowała nasze dzieci – przede wszystkim nie lubiła mnie jako synowej. Nie odpowiadałam jej pod każdym względem. Z jakiegoś powodu uważała, że pochodzę z jakiejś “złej” rodziny, że jestem biedna, bo moi rodzice pracowali w fabryce, a mąż teściowej był dyrektorem. Ale moi rodzice zawsze dobrze żyli, mimo że każde z nich pracowało na dwa etaty. Mieliśmy trzypokojowe mieszkanie i wycieczki nad morze. Podczas gdy rodzina Roberta była inna -bardziej konserwatywna, mogli pochwalić się biblioteką identycznie wyglądających książek. Teściowej nasze dzieci wydawały się nie jej, były jej obce.
Ale dlaczego moi rodzice, którzy zawsze chcieli dla mnie jak najlepiej i nie mogli się doczekać wnuków, ostatecznie odmówili siedzenia z bliźniakami, było dla mnie niezrozumiałe. Na początku moja rodzina bardzo mi pomogła. Kiedy dzieci były mniejsze, często zostawały z mamą, ale kiedy podrośli i zaczęli być trochę niegrzeczni i paplać, mama stanowczo odmówiła ich pilnowania. W tym czasie ja już pracowałam, Robert również i nikt nie zamierzał rezygnować z pracy.
Oboje mieliśmy pretensje do krewnych, że nie chcą pomóc. No i musze się przyznać , że miałam większe pretensje jednak do swojej mamy. No dobrze, teściowa, z nią wszystko było jasne od samego początku, ale jak moja matka mogła mnie tak porzucić, wiedząc, że byłam rozdarta między domem a pracą?
Nie chcieliśmy posyłać naszych dzieci do przedszkola , więc zdecydowaliśmy się zatrudnić nianię. Ale i ona nie wytrzymała długo. Musieliśmy zatrudnić kolejną. I ta nie wytrzymała dłużej niż dwa tygodnie.
Każdy rodzic myśli, że jego dziecko jest klejnotem, więc myślałam, że wszyscy są źli, tylko nie moje dzieci. Dopóki nie musiałam oddać ich do przedszkola. I wtedy wszystkie panie w przedszkolu jak jedna zaczęły mówić, że chłopcy są niegrzeczni, okrutni. Nie umieją bawić się z innymi dziećmi, tylko ze sobą i się biją.
Poradzono nam, aby zabrać dzieci do psychologa, po tak bezpośredniej uwadze sama zacząłem zauważać, że dzieci nie są posłuszne. Wcześniej nie zwracałam na to uwagi, bo z powodu pracy widywaliśmy się rzadziej. Teraz rozumiem, dlaczego rodzice niechętnie siedzieli z wnukami. Jednocześnie nie chodzi o to, że za bardzo je rozpieszczaliśmy czy nigdy nie karaliśmy za jakieś niewłaściwe zachowanie, po prostu gdzieś nam to umknęło i teraz staramy się przywrócić je na właściwe tory. Może z czasem babcie będą chciały zabrać bliźniaki do siebie, gdy zauważą zmiany w ich zachowaniu.




