W szkole dziewczyny zawsze uganiały się za Robertem. Jak mogłoby być inaczej? Był najwyższym i najprzystojniejszym chłopakiem w klasie, grał w piłkę nożną, świetnie radził sobie z językami, a wszyscy obiecywali mu wspaniałą przyszłość. Nadmierne zwracanie uwagi na jego osobowość sprawiło, że z biegiem lat stał się nieco arogancki, więc odpowiadał tylko najpiękniejszym i najpopularniejszym dziewczynom w szkole, a później na studiach.
Od czasów szkolnych lubił skromną i cichą Sabinę. Wydawało się, że wszyscy jego koledzy z klasy i nauczyciele wiedzieli o tym. Celowo łączyli ich w pary do projektów lub sadzali przy jednym biurku. Sabina rozpływała się przy najmniejszym spojrzeniu Roberta, a on nadal się rozglądał za innymi dziewczynami.
Szkoła się skończyła, a studia też były już za nim. Robert grał w różnych klubach piłkarskich, często podróżował do innego miasta lub kraju, ale niezmiennie, kiedy wracał do domu, wpadał na Sabinę. Nie próbowała już ukrywać swoich uczuć, otwarcie mówiąc, że za nim szaleje, błagając go, by dał jej szansę, ponieważ i tak jest sam, ale Robert zaprzeczał.
– “Przestań do mnie prześladować – powiedział, po raz kolejny spotykając dziewczynę na ławce przed wejściem do domu – moi rodzice patrzą.”
– “Wyjdź ze mną, a może przestanę przychodzić – odpowiedziała Sabina z radością.
– “Mówiłem ci już sto razy, że nie wyjdę” – powiedział obojętnie Robert. – ” Po prostu znajdź sobie chłopaka i zostaw mnie w spokoju.
Znowu odszedł, a ona została sama na ławce, zasmucona i udręczona jego odmową. Nagle obok ławki przebiegł biały, puszysty pies z wysuniętym językiem. Obrócił się, a następnie okrążył ławkę i nagle upadł u stóp Sabiny, obracając się na plecy i odsłaniając jej brzuch.
– “Fibi, ile jeszcze będziesz się wygłupiać? – Właściciel psa podszedł do ławki, patrząc z radością na puszystą, zabłoconą istotę.
– “Twój pies?” – spytała Sabina. – “Mogę go pogłaskać?
– “Tak, nie gryzie – młody mężczyzna usiadł na ławce obok niej, ściskając w dłoni smycz. – ” wybacz nie widziałem cię tu wcześniej.
– Ja?” Sabina roześmiała się. – “Nie, mieszkam po drugiej stronie ulicy i po prostu siedzę sobie tutaj.
– “Siedzisz?” zapytał z uśmiechem.
– “Tak, siedzę i czekam na jakiś cud.”
Nieznajomy zacisnął usta i potrząsnął głową.
– “Nie możesz po prostu siedzieć i czekać na cud, musisz go szukać.”
– Już próbowałam, ale ciągle mi się wymyka.
– Tak?” facet założył Fibi smycz, “to może szukasz w złym miejscu. Ale znam kilka naprawdę dobrych miejsc do szukania cudów. Chcesz, żebym cię tam zabrał?
Sabina ochoczo zgodziła się na spacer po okolicy, zwłaszcza że facet uprzejmie wręczył jej smycz, pozwalając na samodzielne prowadzenie ciekawskiego i uroczego psa.
Tymczasem Robert wrócił do domu, rozebrał się i zjadł przekąskę przygotowaną przez matkę. Przechodząc obok okna, wyjrzał niepewnie na zewnątrz, czy Sabina nadal tam siedzi? Dostrzegł ją niedaleko płotu otaczającego plac zabaw. Spacerowała z przystojnym młodym mężczyzną i psem. Rozmawiali i śmiali się. I wtedy serce Roberta zakuło go w piersi. Był przyzwyczajony do tego, że Sabina zawsze na niego czeka. Był przyzwyczajony do tego, że biegała z nim jak mały piesek, błagając o randkę. A teraz puszysta biała Fibi i jej właściciel zabierali jego Sabinę coraz dalej od niego, szukając kolejnego cudu.




