Kiedy byłam w siódmym miesiącu ciąży, niespodziewanie odwiedziła nas siostra mojego męża. Już wtedy odczuwałam ciężar ciąży i związany z nią fizyczny dyskomfort. Nie wiedziałam, że jej wizyta wystawi moją cierpliwość na jeszcze większą próbę.
Pewnego ranka, gdy słońce zajrzało przez zasłony, poczułam, że trudno mi wstać z łóżka. Mój mąż wszedł do pokoju, domagając się, abym podała śniadanie i zaparzyła kawę. Próbowałam wyjaśnić, że nie mogę teraz wstać z łóżka, że moje ciało potrzebuje odpoczynku, ale on zdawał się nie zwracać uwagi na mój stan.
Sfrustrowana i czując się niewysłuchana, zebrałam siły, by przemówić. Powiedziałam mężowi, że po prostu nie mogę spełnić jego prośby. W końcu bycie w ciąży nie było łatwym zadaniem, a odrobina zrozumienia i współczucia z jego strony bardzo by mi pomogła. Poprosiłam go o zrobienie śniadania i zaparzenie kawy.
Ciąża to nie choroba.
Ku mojemu zaskoczeniu, niecałe dwadzieścia minut później, siostra mojego męża weszła do pokoju, przypominając mi, że wszyscy czekają i nadszedł czas, abym wstała. Poczułam, jak przeszywa mnie fala złości. Czy mój dyskomfort i zmęczenie były dla nich niewidoczne? Czy nie widzieli, że bycie w ciąży oznacza zmaganie się z porannymi mdłościami i złym samopoczuciem?
Jesteś kobietą, dlaczego mnie nie rozumiesz?
Niechętnie zmusiłam się do wstania z łóżka. Przygotowaałam śniadanie, starając się zignorować uczucie mdłości, które mnie męczyło. Jednak zapach kawy był nie do wytrzymania, przyprawiając mnie o jeszcze większe mdłości. Poprosiłam męża, aby poszedł na balkon i tam napił się kawy.
Udał, że się zgadza, a kiedy jego siostra dołączyła do niego na balkonie na przerwę na papierosa, nie mogłam powstrzymać irytacji całą sytuacją. Zapach dymu papierosowego był dla mnie tak samo nie do zniesienia, jak zapach kawy. W tym trudnym czasie pragnęłam spokoju i zrozumienia.
Nagle zadzwonił mój telefon, a na drugim końcu linii była moja teściowa. Zaczęła mnie pouczać o znaczeniu gościnności, nalegając, abym wyprała ubrania siostry mojego męża, ponieważ ma ona silną alergię na dłonie, a jej ubrania nie mogą być prane w pralce, ponieważ są drogie i delikatne. Słuchałam w milczeniu, próbując znaleźć odpowiednie słowa, by wyrazić swóje niezadowolenie.
Ale w głębi duszy wiedziałam, że nie mogę spełnić jej prośby. Zapach proszku do prania przyprawiał mnie o mdłości, nie potrafiłam też robić prania, ale nikogo to nie obchodziło. Zebrałam się na odwagę i powiedziałam mężowi, że nie będę prać ubrań jego siostry, wyjaśniając, jak wpłynie to na moje zdrowie. Powiedziałam mu, że może założyć gumowe rękawice domowe i wyprać własne ubrania sama.
Każdego dnia napięcie rosło. Ostatnią kroplą przepełniającą czarę goryczy było to, że siostra mojego męża nalegała, abym gotowała jej jedzenie osobno, ponieważ była na diecie. A co najważniejsze, była gościem. Potem pokłóciliśmy się, spakowałam swoje rzeczy i pojechałam do domu mojej matki, aby odpocząć przez kilka dni.
Po tym incydencie zarówno mój mąż, jak i teściowa poczuli się urażeni moim zachowaniem. Nie mogli zrozumieć, dlaczego na pierwszym miejscu stawiam własne potrzeby. Nie przyjełam jednak przeprosin za to, że na pierwszym miejscu postawiłam własny spokój i zdrowie mojego nienarodzonego dziecka. To był dla mnie konieczny i bardzo ważny krok.
Zaczęłam poważnie zastanawiać się nad tym, czy wybrałam odpowiedniego mężczyznę na ojca mojego dziecka.




