Nie pamiętam rodziców. Moja mama zmarła zaraz po porodzie, a tata trochę płakał , a potem zniknął z mojego życia. Od tamtej pory go nie widziałam.
Na początku wysyłał mi prezenty, ale później przestał.
Dziadkowie zastąpili mi mamę i tatę. Babcia ze strony matki też często mnie odwiedzała. Nie miałam więc na co narzekać. Miałam wszystko.
Ale nic nie trwa wiecznie. Kiedy urodziłam pierwszą córkę, moi dziadkowie odeszli w ciągu dwóch lat. Ciężko było stracić najbliższe mi osoby.
Zamieszkaliśmy w domu, który odziedziczyłam po dziadkach.
Niedawno urodziłam drugie dziecko, syna. Cały czas spędzam w domu. Mój mąż pracuje.
Pewnego dnia rozległo się pukanie do moich drzwi. Otworzyłam je i zobaczyłam stojącą przede mną kobietę. Pomyślałam, że może pomyliła adres. Ale nie! Nazwała się moją macochą.
Nie wpuściłam jej, ale zaprosiłam na herbatę przy stoliku na podwórku. Okazało się, że ona i mój tata byli małżeństwem przez ponad dwadzieścia lat. Pięć lat temu mój ojciec zmarł. Ta kobieta nawet nic mi nie powiedziała.
Przyjechała tu, żeby podzielić spadek. Dowiedziała się, że moi dziadkowie odeszli, a ona miała dwójkę dzieci z moim ojcem.
Wyobraź sobie. Ta kobieta przyszła z twierdzeniem, że powinnam sprzedać dom i podzielić pieniądze między nią, mnie i moje przyrodnie siostry.
Moje oburzenie nie miało granic. Zaczęła nawet grozić mi pozwem. Co za tupet. Musiałam ją przegonić.
Wieczorem opowiedziałam o wszystkim mężowi. Dawno nie byłam tak wściekła.
Dobrze, że mąż mnie uspokoił, to mądry i opanowany człowiek. Po pierwsze, minęło wiele lat, a po drugie, mój tata nie był właścicielem domu. Dziadkowie przekazali mi go na mocy aktu darowizny.
Następnego dnia ta kobieta znów pojawiła się przed naszymi drzwiami. Musiałam zadzwonić na policję. Mam nadzieję, że więcej jej nie zobaczę.




