Ten nowy trend bycia bezdzietnymi i poniżania ludzi, którzy ośmielają się zostać rodzicami i poświęcić swoje życie prokreacji, dotarł do moich przyjaciół. Mam wielu przyjaciół, którzy twierdzą, że nigdy nie będą mieli dzieci. Jest to kosztowne, denerwujące, a dziecko dorasta i jest niewdzięczne.
Częściowo się z tym zgadzam – mam z rodzicami coś w rodzaju relacji, ale bez większego ciepła. Ale jednocześnie w jakiś sposób pociąga mnie idea dawania życia swojemu dziecku i wychowywania go. Prawdopodobnie bym tego chciała, ale okłamuję ludzi wokół mnie, a nawet moją matkę i ojca, że nie chcę mieć dzieci.
Rezygnuję z marzeń, bo nie mam szczęścia w związkach – nie jestem zbyt piękna, nie jestem popularna wśród facetów, nikt nie spieszy się, by mnie poznać, a ja jestem nieśmiała. A co do dziecka… to pewnie głupie, ale bardzo boję się porodu.
Słyszałam horrory od mojej mamy i od mojej przyjaciółki, która prawie umarła rodząc w męczarniach. Na samą myśl o takim bólu zaczynają mi drżeć kolana. Zaczynam się zastanawiać, czy warto? Przecież o wiele łatwiej jest wziąć dziecko z sierocińca , niż przejść przez te wszystkie męki i jeszcze nie przeżyć. A jednocześnie wychowywanie cudzego dziecka też jest przerażające.
Dlatego nie sądzę, żebym kiedykolwiek została matką. Musi zdarzyć się prawdziwy cud i karty muszą się ułożyć tak, żeby wszystko działo się po kolei i samo – mąż, dziecko, rodzina. Ale coraz mniej w to wierzę i dlatego jestem fake childfree.




