Moja przyjaciółka Monika ma córkę studentkę. Dziewczyna spotyka się z chłopakiem, którego Monika żartobliwie nazywa “zięciem”. Córka ma dwadzieścia lat, a chłopak dwadzieścia dwa. Pochodzi z pozornie zamożnej rodziny, twierdzi, że ma własną firmę, a jego wygląd wzbudza zaufanie w jego słowach. Jednak rzadko opuszcza ich dom. Para jest ze sobą od półtora roku, a ostatnio praktycznie wprowadził się do nich jak zięć. Początkowo, gdy zaczęli się spotykać, Monika myślała, że to przelotny etap, zakładając, że jej córka szybko zrozumie, że to nie jest odpowiedni facet dla niej. Ale z czasem ich związek stawał się coraz silniejszy, zmuszając Monikę do dołożenia wszelkich starań, aby porozmawiać z córką i dać jej znać, że zasługuje na coś lepszego. Jeśli chodzi o samą Monikę, nie chce mieć jeszcze zięcia.
Przez cały czas trwania ich związku facet nigdy nie wysilił się, by zabrać córkę Moniki na miasto. Zawsze ma jakąś wymówkę. “Chcesz iść do kina? Możemy obejrzeć film online u ciebie w domu! Jesteś głodna? Twoja mama tak dobrze gotuje, po co ci restauracja? Spójrz na moją kurtkę. Spójrz na samochód. Moi rodzice obiecali dać mi go na urodziny. To moje marzenie” – powiedział. Ma też negatywny wpływ na córkę Moniki. Kiedyś była świetną uczennicą w szkole i sama dostała się na wydział pedagogiczny. Jednak po roku studiów zastanawia się nad ich porzuceniem. Na szczęście Monice udało się porozmawiać z córką.
“Pewnego dnia moja przyjaciółka powiedziała mi: “Wracam do domu z pracy i chcę trochę odpocząć. Wchodzę do salonu, a tam na kanapie leży nasz zięć. Nawet nie pamiętam, jak długo z nami mieszka. Próbowałam porozmawiać z córką, ale nie chciała słuchać” – powiedziała Monika.
Wygląda na to, że jej córka albo za bardzo boi się konfrontacji z nim, albo boi się go stracić. Ostatnio jednak Monika powiedziała mi, że chłopak nie odwiedził ich od tygodnia. “Powiedział mojej córce, że jestem staroświecką kobietą, która prawdopodobnie wychowała się na wsi, bo nie mam podstawowej wiedzy. Twierdził, że trudno mu ze mną żyć, bo się z niego nabijam. Dzień przed tym, jak zniknął z naszego życia, siedzieliśmy we trójkę w kuchni. Moja córka powiedziała, że chce się z nim spotkać po egzaminie. Odpowiedział, że jest umówiony w salonie koametycznym na laminowanie rzęs i że będzie musiała iść sama. Zaczęłam żartować, udając, że nie rozumiem, o co mu chodzi. Powiedziałam: “Dokąd idziesz? Co to za laminowanie? Lepiej kup swojej dziewczynie jakieś kwiaty”. Zapytałem córkę o jej wybór, zapytałam, czy jest pewna. Nie wygląda na to, żeby ją kochał, on kocha tylko siebie!” Te słowa uraziły naszego zięcia i od tego dnia więcej go nie widzieliśmy. Stopniowo moja córka zaczęła zdawać sobie sprawę, że nie ona była jego prawdziwym priorytetem.




