Po kolejnej kłótni z żoną zdecydowałem, że dłużej tego nie zniosę i odszedłem. Spakowałem swoje rzeczy i pojechałem do najbliższego hotelu.
To ja się wyniosłem, ponieważ mieszkaliśmy w mieszkaniu, które podarowali nam rodzice żony, więc nie miałem do niego żadnych praw. Tego samego wieczoru w hotelu zacząłem szukać mieszkania w Internecie i wierzyłem, że to początek mojego spokojnego i szczęśliwego życia. Myślę, że nigdy tak bardzo się nie myliłem.
Moja Maria nie jest złą kobietą, jest nawet dobra i mogę szczerze powiedzieć, że ją kochałem, ale ostatnio nasz związek stał się nie do zniesienia. Faktem jest, że moja żona długo szukała siebie, a potem pracy, nie była też dobra w pracach domowych i nie spieszyła się z dziećmi, jakby bała się zrujnować swoją figurę. Przez cały ten czas starałem się ją wspierać, sam szukając wolnych miejsc pracy, a moi przyjaciele nam pomagali. Jednak za każdym razem po rozmowie kwalifikacyjnej słyszałem tę samą historię: że ta praca nie jest dla niej odpowiednia, ponieważ jest nudna, mało płatna, jest daleko od domu i tak dalej…
A ostatnio, z powodu nudnego życia, zaczęła często chodzić do sklepów i wydawać moje pieniądze. Kiedy się od niej wyprowadziłem, odetchnąłem z ulgą.
Jednak moje spokojne życie trwało kilka dni, a potem jej rodzice zaczęli do mnie dzwonić, prosząc, żebym do niej wrócił i się pogodził. Powiedzieli mi, że teraz wszystkie jej wydatki spadły na nich, a oni już i tak żyli ze skromnych emerytur, które ledwo im wystarczały, a teraz muszą pomagać córce. Potem powiedzieli też, że płakała za mną.
Kiedy próbowałem im wytłumaczyć, że to także moje życie i nie mogę go marnować na taką osobę, zaczęli mi obiecywać, że Maria się zmieni i na pewno znajdzie pracę.
Te telefony były codziennie. Aż pewnego dnia stwierdzili, że mogą mnie kupić i zaczęli proponować, że dadzą nam pieniądze ze swojej emerytury, dopóki moja żona nie znajdzie pracy.
Z jednej strony żal mi teściowej i teścia, to dobrzy ludzie, którzy nigdy nie powiedzieli mi złego słowa, ale sama Maria przez cały czas naszej rozłąki nie przypominała mi o sobie i nie wykazywała chęci zmiany sytuacji. Wiem jednak, że ma bardzo uparty charakter i pewnie dlatego milczy…
Teraz coraz częściej myślę o pogodzeniu się z nią, ale czy ten miesiąc rozłąki pomoże jej uświadomić sobie swoje błędy?




