Tak się złożyło, że najpierw poznałam siostrę mojego przyszłego męża, a potem jego. Staliśmy się bardzo dobrymi przyjaciółmi, więc wszystkie święta spędzaliśmy razem.
Zawsze przychodziła do nas z pustymi rękami, nawet na wspólne uroczystości, ale nie byłam zła. Często opowiadała mi, że boryka się z problemami finansowymi – przy trójce dzieci, a ona i jej mąż nie mają zbyt wiele.
Pierwsze znaki ostrzegawcze pojawiły się już dawno temu. Mój mąż i ja zawsze płaciliśmy za nią i dzieci, gdy chcieliśmy wyjść na jakąś rozrywkę lub dawaliśmy jej rzeczy naszej córki, z których wyrosła. Ona miała córkę młodszą od naszej i dwóch starszych synów. Za to wszystko nigdy nie usłyszałam dziękuję. Myślę, że była przekonana, że jesteśmy do tego zobowiązani.
Być może to wszystko jakoś dalej by funkcjonowało, gdybym pewnego dnia, kiedy byłam bardzo szczęśliwa, nie postanowiła podzielić się z nią dobrą wiadomością o mojej ciąży.
Natychmiast zmieniła wyraz twarzy i zaczęła krzyczeć na mnie ze złością, że po co mi kolejne dziecko. Kiedy próbowałam do niej dotrzeć, by wyjaśnić, o co jej chodzi usłyszałam:
-Nie rozumiesz? Powinnaś pomagać mi przy moich dzieciach, a nie rodzić drugie! Jeśli urodzisz drugie, kto przygotuje wszystkie święta? Ibędziesz w gorszej sytuacji z pieniędzmi! Więc teraz będę musiała sama płacić za dzieci, kiedy idą do kina czy coś? Nie!!!
Byłam tak zdezorientowany jej rażącą bezczelnością, że poprosiłam ją o opuszczenie naszego mieszkania. Ona tylko nadymała się i wyszła. Następne kilka godzin spędziłam we łzach, więc kiedy mój mąż zobaczył mnie w takim stanie, był poważnie przerażony. Opowiedziałam mu wszystko i postawiłam go przed faktem , że teraz nie chcę organizować żadnych imprez, nie w moim stanie, a na rozrywkę będziemy wychodzić na razie w trzy osoby, bo musimy oszczędzać pieniądze na nasze przyszłe dziecko. Mąż nie oponował, mówiąc, że może siostra nie przemyślała swoich słów i niedługo przyjdzie przeprosić.
Po tym, co mi powiedziała, byłam głęboko przekonana, że nie jesteśmy już przyjaciółkami i prawdopodobnie nigdy nimi nie byłyśmy. Zamiast dzielić ze mną szczęście, próbowała je zabić. Doskonale wiedziała, jak bardzo mój mąż i ja chcieliśmy mieć drugie dziecko i jak długo na nie czekaliśmy….
Jednak to nie jej słowa sprawiły, że poczułam się gorzej, ale świadomość, że przez te wszystkie lata wykorzystywała nas dla własnej korzyści . Organizowałam wszystkie wakacje na koszt mój i mojego męża. Nigdy nie dała nam ani jednego prezentu, przynosiła tylko słodycze na urodziny naszej córki… Kupowaliśmy nawet własne jedzenie na pikniki i płaciliśmy wszystkie rachunki za restauracje i rozrywkę dla naszych dzieci!
Mam nadzieję, że niedługo zda sobie sprawę, że straciła prawdziwych przyjaciół!




