Tak się złożyło, że byłem dwukrotnie żonaty. Z pierwszego małżeństwa mam córkę Sarę. A z drugiego małżeństwa mam syna. Moja pierwsza żona nie chciała Sary. Chciałem, żeby miała dobre dzieciństwo, więc postanowiłem porozmawiać z żoną , wziąć z nią rozwód i zamieszkać z córką. Później poznałem moją drugą żonę , wzięliśmy ślub , a ona traktowała moją córkę jak swoją.
Kiedy Sara miała siedemnaście lat, przyszła do nas i powiedziała, że jest w ciąży. Chłopak, który był ojcem nienarodzonego dziecka, po prostu uciekł, gdy się o tym dowiedział. Nie obwinialiśmy Sary ani jej nie karciliśmy, po prostu zaakceptowaliśmy ją i jej dziecko.
Moja córka nie pracowała, dopóki jej syn nie poszedł do przedszkola. Moja żona wychowywała i kochała go jak własnego wnuka. Nigdy nie robiła różnicy między moją córką a naszym wspólnym synem i kochała ich oboje jednakowo.
Później Sara poznała pewnego mężczyznę. Najpierw zamieszkali razem, a potem postanowili się pobrać. Wszystkie organizacyjne aspekty ślubu spadły na barki mojej żony. Moja córka tylko rozdała zaproszenia gościom.
A kiedy wręczono nam zaproszenie, ledwo stałem na nogach. Widniało na nim tylko moje imię i nazwisko, nie było wzmianki o mojej żonie. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie! Czułem się tak nieswojo, że nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Moja żona włożyła całe swoje serce i duszę w wychowanie Sary i jej syna, pomagała w organizacji przyjęcia, a moja córka po prostu o nią nie zadbała.
Stanąłem po stronie żony. Więc w dniu ślubu poszedłem do urzędu stanu cywilnego, pogratulowałem nowożeńcom i poszedłem do domu. Nie poszedłem do restauracji. W końcu na to, jak traktuje nas córka, odpowiemy tym samym.




