Moja siostra i ja przeprowadziłyśmy się do miasta. Ja przeprowadziłam się dwa lata temu, a moja siostra trochę szybciej.
Na początku w mieszkaniu, w którym obecnie mieszkamy mieszkała nasza babcia, ale ponieważ obie poszłyśmy na studia, postanowiła przeprowadzić się na wieś do naszych rodziców. Rodzice mają duży dom z podwórkiem. A babcia miała małe dwupokojowe mieszkanie.
Podczas studiów dostałam pracę i wszystko byłoby dobrze, gdyby moja siostra nie zaszła w ciążę z kolegą z czwartego roku.
Wzięli więc ślub. Postanowiliśmy nie urządzać wielkiej uroczystości, bo wkrótce miała się urodzić moja siostrzenica, więc potrzebowalibyśmy pieniędzy na dziecko.
Myślałam, że pomieszkają w tym mieszkaniu, a potem, gdy urodzi się dziecko, zamieszkają z rodzicami Franka lub naszymi. Ale nie. Z jakiegoś powodu zdecydowali, że to ja powinnam dać im to mieszkanie.
Słyszałam ich rozmowę w kuchni. Franek namówił moją siostrę, żeby mnie wyrzuciła. Jakiś nieznajomy próbuje nas poróżnić i wyrzucić mnie z mojego własnego domu. Franek sam jest bez grosza i utrzymuje się z tymczasowych prac. Jego rodzice nie są bogaci. Oczywiście chce mieć mieszkanie w mieście.
Ale ja nie zamierzam się stąd wyprowadzać. Mam tu studia, pracę, przyjaciół. Już na początku było ustalone, że pewnego dnia moja siostra się wyprowadzi, bo babcia zapisała to mieszkanie mi. Ja wszystko rozumiem, siostra niedługo urodzi, ale dlaczego jej mąż nie zadba o mieszkanie dla żony i nienarodzonego dziecka? Nie zamierzam im ulegać.




