Nasza rodzina ma długą tradycję wieczornych spacerów po parku. Jest to dla nas wyjątkowy czas na rozmowy, delektowanie się jedzeniem oraz dzielenie się historiami i doświadczeniami. Nasz najmłodszy syn, Adam, zawsze cieszy się na te spacery, a zwłaszcza na możliwość zjedzenia posiłku na świeżym powietrzu.
Pewnego pięknego wieczoru, jak zwykle, poszliśmy do parku i rozłożyliśmy tace z jedzeniem na kocu. Zaczęłam kroić warzywa i owoce, podczas gdy mój syn radośnie pedałował na rowerze obok, a mój mąż wyjął chleb. Nagle podbiegł do nas mały chłopiec w wieku około 4-5 lat. Odważnie chwycił rower naszego syna i próbował sam na nim jeździć.
Szybko okazało się, że chłopiec jest za duży na tak mały rowerek, mógł tylko odpychać się nogami. Tymczasem jego matka siedziała na pobliskiej ławce i przyglądała się sytuacji z zaskakującym spokojem.
Mój syn, zawsze życzliwy i hojny, po cichu oddał swoją ulubioną zabawkę. Stał z boku i patrzył, jak chłopiec próbuje na nim jeździć.
Zdając sobie sprawę z daremności swoich prób, chłopiec w końcu zostawił rower. Zawołaliśmy Adama na koc. Podałam mu pyszną pitę z serem i szynką. Jednak nie zdąrzył jej ugryść bo, nagle podleciał nieznany mu chłopak i wyrwał mu ją z ręki. Mówił gniewnym tonem, krzycząc, że jest głodny.
Mój syn był oszołomiony. On też był głodny, a ja zdałem sobie sprawę, że nie mamy mu nic innego do zaoferowania. Uderzyło mnie, że chłopiec nie poczekał aż ktoś go poczęstuje, Adam na pewno chętnie podzieliłby się z nim czymś innym.
Podczas gdy mój syn opłakiwał utratę jedzenia, chłopiec sięgnął po nasz termos. Delikatnie ostrzegłam go, że wystarczy go tylko dla naszej trzyosobowej rodziny i że picie z kubków innych osób jest niehigieniczne. Chłopiec jednak nie zważał na moje słowa i bez strachu grzebał w mojej torbie.
Byłam oburzona brakiem reakcji ze strony jego matki. Jak mogła pozwolić swojemu dziecku na takie zachowanie? Było to wyraźne przeciwieństwo wartości, które wpoiliśmy naszemu synowi.
Mój mąż jest cierpliwy, ale nie mógł dłużej tolerować tej sytuacji, stanowczo nakazał chłopcu wrócić do matki. Chłopiec niechętnie się oddalił. Jednak kilka minut później był z powrotem przy rowerze Adama. W końcu zauważyła to matka i go zabrała.
Nie mogłam przestać myśleć o tej sytuacji. W wieku czterech lat dziecko powinno już rozumieć, że zabieranie rzeczy innym bez pozwolenia jest złe. Nie mogłam sobie wyobrazić mojego syna zachowującego się w ten sposób. Stało się oczywiste, że problem nie leży w dziecku, ale w jego wychowaniu. Gdyby chłopiec był odpowiednio prowadzony i wychowywany, nie wyrósłby na tak bezczelnego i niecywilizowanego człowieka.
Gdy kontynuowaliśmy jedzenie, spojrzałam na syna, wdzięczna za jego dobroć i współczucie. W tym momencie zdałem sobie sprawę, jak ważne jest wpajanie dzieciom silnych wartości i uczenie ich poszanowania cudzych rzeczy i granic. Nie możemy kontrolować zachowania innych, ale możemy starać się wychowywać nasze dzieci na wrażliwe i dobrze wychowane osoby, które zmienią otaczający je świat na lepszy. Zgadzasz się z tym?




