Po tym, jak się ożeniłem, moja mama i tata dostali jakiejś amnezji. Powiedzieli mi, że powinienem jak najszybciej oświadczyć się Jadwidze, że nie mamy się czym martwić – pomogą nam z mieszkaniem i przyszłymi dziećmi. Ale spieprzyli to pierwsze.
Ceny zaczeły rosnąć bardzo szybko, a my nie mieliśmy dużych dochodów. Już w pierwszym roku naszego wspólnego życia czynsz za mieszkanie został podniesiony, a Jadwiga została zwolniona. Wciąż aktywnie szuka pracy, chodzi na rozmowy kwalifikacyjne, ale na razie nie może nic znaleść, a my utrzymujemy się z minimalnej pensji, którą dostaje z moich dwóch prac. Pracuję na taksówce, oraz od czasu do czasu jestem kierowcą w firmie, u bogatego mężczyzny. Gdybym mógł dostać u niego stałą pracę, byłoby świetnie, ale mam tylko trzy lub cztery podróże w miesiącu. A to za mało, żeby starczyło pieniędzy na wszystko. Staramy się też zaoszczędzić troche na zakup nowego mieszkania. Naprawdę potrzebujemy własnego mieszkania, zwłaszcza gdy przyjdzie czas na dzieci.
Moi rodzice nie chcą nam w żaden sposób pomóc, ale pytają o wnuki. Kiedy mówię im, że nie mamy czasu i nie potrzebujemy ich, kiedy jesteśmy spłukani, ale od ojca słyszę tylko wyrzuty za moją pracę i radę, aby znaleźć trzecią pracę, tym razem “normalną”.
I mają amnezję co do tego, w czym obiecali pomóc.
– Nie mogliśmy tak powiedzieć, co ty wymyślasz? Jesteś dorosłym mężczyzną, masz prawie dwadzieścia sześć lat. Jaka pomoc rodzicielska? To ty musisz nam pomóc. Twoja matka i ja nie jesteśmy już młodzi. A jeśli ktoś zachoruje albo będzie potrzebował operacji? Nie bądź zrzędą, tylko bierz się do roboty!
Czuję się, jakby mnie wprowadzono w błąd lub oszukano. Jestem bez pieniędzy i bez perspektyw. Mogę mieć tylko nadzieję, że kryzys jakoś minie i będzie lepiej. I poradzimy sobie bez moich rodziców.





