Jesteśmy małżeństwem od 10 lat. Mamy piękną córkę. Ale od kilku miesięcy nie żyjemy jak małżeństwo. Przestaliśmy się nawet kłócić, jest między nami mur i mam wrażenie, że staliśmy się sobie po prostu obojętni. Żyjemy bardziej jak “współlokatorzy”.
A ja od kilku miesięcy umawiam się z kobietą, którą naprawdę lubię. Wiedziała, że jestem żonaty i że mam córkę, ale jest kobietą, która się tym nie przejmuje. Później zdecydowała, że powinnyśmy zamieszkać razem.
Nie zajęło mi dużo czasu, aby powiedzieć o tym mojej żonie. Powiedziałem jej, że jestem z inną kobietą, ale to nie wpłynie na naszą córkę, ponieważ zawsze będę jej pomagał i poświęcał jej wystarczająco dużo czasu.
Wysłuchała mnie spokojnie, wstała i poszła spakować moje rzeczy. Wyjaśniłem jednak, że to niepotrzebne i nie muszę zabierać ze sobą wielu rzeczy.
–Powiedziałaś, że zaopiekujesz się córką i dasz jej wystarczająco dużo czasu. Więc spakuję też jej rzeczy, pozwolę jej mieszkać z tobą i twoją nową kobietą. Ja też chcę żyć dla siebie, chcę ułożyć sobie życie osobiste, znaleźć mężczyznę, a trudno będzie to zrobić z dzieckiem. Kiedy się ustatkujemy, zdecydujemy, co zrobić z naszą córką.
Milczałem, bo byłem zszokowany stanowiskiem żony. Wtedy nie dała mi dojść do słowa i powiedziała:
-Myślisz, że jestem ślepa i nic nie zauważyłam? Teraz chcę zająć się moim życiem , chcę się zrelaksować i snuć romantyczne plany!
Byłem zdezorientowany, nie sądzę, że moja nowa kobieta będzie szczęśliwa, gdy przyprowadzę jej swoją córkę do domu. Ale widzę, że nie ma sensu kłócić się z moją byłą.




