Maria obawiała się nie tyle reakcji teściowej, miała obawy do dwójki swoich hałaśliwych dzieci.
-Och, moje wnuczki w końcu przyjechały! – powiedziała z radością teściowa, gdy zobaczyła Marię z dziećmi.
Maria była dobrą, wyróżniającą się dziewczyną. W szkole miała wielu adoratorów. Kiedy skończyła osiemnaście lat, jej sąsiad Robert zaczął ją podrywać. Dziewczyna nie wahała się długo. Był miłym, ciężko pracującym facetem, więc dość szybko mu uległa. Pobrali się i zaczęli mieszkać razem.
Po ślubie urodziła im się córka. Dziewczynka miała na imię Zofia. Była mądrą i zdolną osóbkę. Matka bardzo ją kochała, ale ojciec często ją beształ i karał. Nie było to spowodowane żadną winą, ale tym, że mężczyzna bardzo chciał mieć syna. Nie mógł przyzwyczaić się do tego, że jest ojcem dziewczynki. Oczywiście Maria to widziała.
Minął rok od narodzin Zofii. Maria poczuła, że jest w ciąży po raz drugi. Robert był zachwycony tą wiadomością:
-Wreszcie dasz mi potomka!
Ale i tym razem urodziła się dziewczynka, którą nazwano Oleńka.
Chociaż Robert zareagował radośnie na wiadomość o ciąży żony, po urodzeniu dziecka stracił spokój. Przestał wracać do domu, przychodził tylko wieczorem i od razu kładł się spać. Nie przejmował się dziećmi. Potem spakował swoje rzeczy i opuścił Marię. Powiedział, że nie chce wychowywać córek. Zawsze marzył o synu, a że go nie ma to wina jego żony.
Maria nie wystąpiła o alimenty. Wraz z córkami mieszkała w domu byłego męża. Przynajmniej zostawił im dom. Robert czasami pomagał im z pieniędzmi. Było to tak rzadkie, że Maria ledwo wiązała koniec z końcem. Ważne było dla niej, aby dzieci miały się dobrze, a wszystko inne było trywialne. W ogóle nie myślała o sobie. I wtedy zachorowała – musiała iść do szpitala. Akurat do tego szpitala właśnie został przyjęty nowy lekarz. Franciszek okazał się bardzo dobrym specjalistą. Były o nim dobre opinie.
W ten sposób Maria poznała Franciszka. Okazało się, że kobiecie nic poważnego nie dolega. Podczas ostatniej wizyty kontrolnej Marii w szpitalu, Franciszek przyznał, że celowo opóźniał jej leczenie, aby móc ją dłużej widywać. Potem zaskoczył ją, mówiąc, że się w niej zakochał. A ona była zaskoczona, bo kto by ją chciał z dwójką dzieci?
Franciszek często ich odwiedzał. Bawił się z dziewczynkami, przynosił im zabawki i słodycze. Nie zapominał też o Marii. Nigdy nie przychodził do niej z pustymi rękami. Przynosił jej słodycze lub kwiaty. Maria zdała sobie sprawę, że coś czuje do niego, więc zaproponowała, żeby zamieszkali razem. Ponieważ on nie pochodził z ich miasteczka, nie miał tu własnego mieszkania. Zaczęli więc mieszkać u Marii.
Gdy tylko jej były mąż dowiedział się o tym, przyszedł do Marii i zagroził jej. Jeśli nie wyrzuci Franciszka, wszyscy wylądują na ulicy. Maria nie zastanawiała się dwa razy.
-Udław się swoim domem, będziemy żyć bez ciebie! – krzyknęła i poszła spakować rzeczy.
Franciszek w milczeniu zabrał walizki żony i dzieci. Maria nie miała pojęcia, dokąd ich zabiera. Ale jej serce było spokojne. Całkowicie mu ufała.
Okazało się, że Franciszek zabrał ją do domu, w którym się urodził i wychował. Mieszkała tam jego matka. Maria zaczęła panikować. Bała się nie tyle reakcji na nią , ale raczej reakcji na dwójkę jej dzieci.
-Och, moje wnuczki w końcu przyjechały – powiedziała z radością jej teściowa.
Maria była bardzo zaskoczona. Spodziewała się zupełnie innej reakcji. Prawdziwa babcia dziewczynek nawet się nimi nie interesowała, odkąd się urodziły, a tu obca osoba tak się cieszyła na ich widok.
Maria i Franciszek są razem od sześciu lat. Maria znów jest w ciąży i przygotowuje się do narodzin syna. Franciszek i jego matka traktują dziewczynki jak własne. Wszyscy mieszkają razem w przytulnym domu, a co najważniejsze, rodzina jest szczęśliwa.




