Julia i ja mieszkamy w wynajętym mieszkaniu od półtora roku. Zanim się ożeniłem, mieszkałem z mamą i bratem, a Julia płaciła za akademik uniwersytecki. Odkąd jesteśmy mężem i żoną, zdecydowaliśmy, że nadszedł czas, aby wynająć mieszkanie dla dwojga. Moja mama nie jest z tego zadowolona. Uważa, że powinniśmy oszczędzać na własne mieszkanie, ale przy tych cenach to niemożliwe. Nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić cokolwiek bez pomocy. Mama naciska też, żebyśmy wzięli pożyczkę.
Rodzice Julii też nie mogą nam pomóc. Jej rodzina jest w gorszej sytuacji niż moja. Moja mama jest przynajmniej towarzyska, może wpaść w odwiedziny lub zadzwonić do nas, zawsze interesuje się naszym życiem i sukcesami, ale rodzice Julii są sami i mają jeszcze trzy gęby do wykarmienia. Nie możemy oczekiwać, że nam pomogą, a najmłodsza siostra Julii ma dopiero sześć lat, więc przed nią jeszcze długa droga do samodzielności. A moja mama ma trochę oszczędności i możliwość pomocy w jakiś sposób, ale nie chce.
Ponieważ nie możemy tego zrobić bez pożyczki, myślę, że właściwą rzeczą jest nie spieszyć się. Mamy świetnie wynajęte mieszkanie, od półtora roku nie mieliśmy ani jednej podwyżki czynszu, a właściciel jest bardzo miłą osobą. Czasami martwimy się, co się stanie, jeśli jedno z nas straci pracę, a czynsz stanie się zbyt drogi, ale na razie nie mamy lepszej opcji.
Julia i ja boimy się brać pożyczki – życie jest zbyt nieprzewidywalne. Tak więc żyjemy, słuchając, jak moja matka narzeka na brak przez nas własnego mieszkania.




