Kiedy byłam młoda, przeszłam operację, po której lekarze przekazali mi złe wieści – niestety nigdy nie będę mogła mieć dzieci. To był dla mnie prawdziwy szok. Tak bardzo marzyłam o szczęśliwej rodzinie.
Potem wszystkie moje dni wyglądały tak samo. Dom-praca, praca-dom. Bałam się rozpocząć z kimś związek. Kto chciałby kobietę, która nie może urodzić dzieci?
Na szczęście w moim życiu pojawił się Wojtek. Był bardzo wyrozumiały dla mojej sytuacji. Pobraliśmy się. Postanowiliśmy założyć własną firmę. Od tego czasu poświęcamy jej cały nasz wolny czas. W ten sposób udało nam się szybko wzbogacić. W ciągu trzech lat zbudowaliśmy dom, kupiliśmy samochód i dużo podróżowaliśmy. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że czegoś nam brakuje. Porozmawialiśmy i zdecydowaliśmy się wziąć dziecko z sierocińca.
Od razu polubiliśmy Marię. Była spokojną i słodką dziewczynką. Udało nam się z mężem znaleźć z nią wspólny język. Miesiąc później zaczęła nazywać nas mamą i tatą. Nikt nie domyśliłby się, że nie jest naszą córką. Maria swoim zachowaniem i wyglądem przypominała Wojtka.
Pewnego dnia krzątałam się po domu. Mój mąż i córka byli w kuchni. W każdy weekend nasza rodzina miała tradycję – oni gotowali. Nagle usłyszałam płacz dziecka na zewnątrz. Na początku myślałam, że coś mi się przesłyszało, ale kiedy płacz stał się głośniejszy, podeszłam do bramy.
Otworzyłam bramę i zobaczyłam wózek z dzieckiem. Zajrzałam do środka i zobaczyłam małego chłopca. Natychmiast pobiegłam do domu i zadzwoniłam na policję. Biologiczna matka dziecka została odnaleziona tego samego dnia. Okazało się, że miała już pięcioro dzieci i postanowiła oddać chłopca.
Razem z mężem jednogłośnie zdecydowaliśmy się go adoptować. To był prawdziwy dar od Boga. Maria była bardzo szczęśliwa, że ma brata.
Pomimo trudności, których kiedyś doświadczyłam, mam pełną rodzinę, o której kiedyś marzyłam. Każdej nocy dziękuję za nich Bogu i proszę Go, aby dał im zdrowie i długie życie.




