Byliśmy naprawdę szczęśliwi z powodu naszej córki Elizy, gdy dowiedzieliśmy się, jakiego dobrego faceta znalazła. Mimo że ma już dwadzieścia sześć lat, nasza Eliza wciąż jest z natury dziewczyną. Nigdy nie miała żadnych poważnych planów na życie. Myśleliśmy więc z mężem, że raczej nie znajdziemy u jej boku mądrego mężczyzny.
Ale Roman właśnie taki się okazał. W wieku dwudziestu ośmiu lat mieszka we własnym dwupokojowym mieszkaniu, za które wkrótce spłaci kredyt. Co więcej, nie czeka na pomoc rodziców, ale wszystko robi sam. Jego ojciec zmarł dawno temu, więc został wychowany przez matkę. Jest odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale także za matkę. Ma dobrą pracę i dobrze zarabia.
Po ślubie para zaczęła mieszkać w mieszkaniu Romana. Czuliśmy się z mężem niekomfortowo, więc zaproponowaliśmy pomoc w spłacie kredytu hipotecznego, ale zięć odmówił. Powiedział, że sam sobie ze wszystkim poradzi. Jak zrozumiałam, facet osiągnął wszystko, co ma, bez pomocy i wsparcia matki. To znaczy, wszedł w życie i sam o siebie zadbał. Jak tylko coś ugotuję, niosę tez dzieciom do zjedzenia, pomagam córce,żeby nie musiała samą ciągle stać przy kuchence.
Kiedy urodził się nasz pierwszy wnuk, ani na chwilę nie opuszczaliśmy łóżeczka dziecka. Przychodziliśmy rano i wracaliśmy do domu tylko na noc. Staraliśmy się wspierać naszą córkę, aby mogła więcej odpoczywać. Ale matka Romana naprawdę mnie zaskoczyła. Przyszła tylko raz, kiedy moja córka i wnuk byli wypisywani ze szpitala. Potrzymała swojego wnuka przez dziesięć minut, posiedziała trochę dłużej i poszła do domu. Nigdy nie zapytała, czy dzieci potrzebują pomocy. Ale one potrzebowały. Mój wnuk był niespokojny, odkąd był niemowlęciem. Cały czas trzeba go nosić na rękach.
Drugi raz widziałam ją na chrzcinach. Ponownie wzięła dziecko na ręce, nosiła je przez kilka minut i na tym się skończyło. Nie widzę u niej żadnej miłości do dzieci. W ogóle nie interesuje się ich życiem. Dobrze, że razem z mężem wspieramy nasze dzieci. Moja teściowa pomagała mi we wszystkim. Chociaż wtedy też uważałam, że wtyka nos we wszystko. Dopiero kiedy odeszła, zdałam sobie sprawę, jak dobrze jest mieć pomoc z zewnątrz. Teraz sama staram się pomagać mojej córce.
Kiedyś mój zięć i córka postanowili wyjechać na wakacje. Zostawili z nami mojego wnuka. Natychmiast zadzwoniłam do teściowej, by poprosić ją, by przyjechała i zajęła się wnukiem, jeśli ma na to ochotę. Ale ona odmówiła. Powiedziała, że rodzice powinni być z dzieckiem wszędzie, a nie wyjeżdżać na wakacje tylko we dwoje. Dlaczego zdecydowali się pojechać bez dziecka? Co byś pomyślał o takiej teściowej?




