W zeszłym roku świętowaliśmy dziesiąte urodziny naszego syna. Postanowiliśmy zorganizować dla niego coś specjalnego, więc zaprosił wszystkich swoich przyjaciół, uroczystość odbyła się w kawiarni dla dzieci, a potem wszyscy poszliśmy do kina obejrzeć film.
Dzieci świetnie się bawiły i wszyscy byli bardzo zadowoleni z uroczystości, a potem Maks zapytał nas, czy jego najlepszy przyjaciel może przyjść do nas na herbatę. Oczywiście nie odmówiliśmy, zwłaszcza że byliśmy pewni, że jego rodzice zostali poinformowani o planie chłopców. Czas leciał i było już dość późno, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że rodzice Adama nie zadzwonili do nas, nie byli zainteresowani tym, gdzie ich dziecko było tak długo. Postanowiliśmy jeszcze trochę poczekać, bo w życiu wszystko może się zdarzyć, a wtedy chłopiec podszedł do nas i powiedział:
“Wiesz, Maks ma takie szczęście, że jesteś jego mamą… Kochasz go!A moja mama. Nigdy nic dla mnie nie zrobiła. Zawsze wracała późno do domu, a teraz w ogóle nie wraca”.
Postanowiliśmy z mężem zapytać go o to, ponieważ szczerość chłopca nas przeraziła. Powiedział nam, że jego matka opuszczała ich tak często, że sąsiedzi skarżyli się na nią i odebrano jej prawa rodzicielskie. Wtedy w jego życiu pojawił się ojciec, który go przygarnął, ale sytuacja niewiele się poprawiła. Ojciec go nie porzucił, ale nie darzył go wielką miłością, a najgorsze było to, że chłopiec miał macochę, która za bardzo gonie lubiła, więc zamiast wracać do domu, Adam siedział na placu zabaw, czekał, aż ojciec wróci z pracy, i dopiero szedł do domu.
Po tej historii zdecydowaliśmy z mężem, że trochę pomożemy chłopcu. Razem odbieraliśmy Maksa i Adama ze szkoły, karmiliśmy ich, pomagaliśmy w odrabianiu lekcji, a potem bawili się, a mój mąż odwoził chłopca do domu. W tym czasie poznaliśmy jego ojca i po dwóch miesiącach takiego życia poprosił mnie, żebym zabrała Adama do siebie na tydzień, ponieważ on i jego żona rozwodzili się i musiał załatwić kilka spraw.
Nie sprzeciwiałam się, ponieważ Adam stał się prawie moim drugim dzieckiem. Przyjaźń chłopców tylko się umocniła. Zaczęłam być dumna z mojego Maksa, który nigdy nie narzekał, że jego matka kocha kogoś innego i nie był zazdrosny. Zachowywał się jak prawdziwy mężczyzna, który wszystko rozumie i wspiera swojego przyjaciela.
Minął tydzień, a jego tata nie planował odebrać swojego syna. Nawet nie zauważyliśmy z mężem, że przez kolejne 10 lat wychowywaliśmy nie jednego, a dwóch synów.
Teraz są jak bracia, pomagają sobie nawzajem i nam, rodzicom, we wszystkim.




