Moja córka grozić mi, że nie zobaczę moich wnuków i nie będę mógła ich odwiedzać, jeśli pilnie nie sprzedam mieszkania, nie znajdę pracy na emeryturze itp. Ona jest szantażystką od dzieciństwa. Wszystko zawsze musi być tak, jak ona zdecyduje i chce. A ja się z tym nie zgadzam.
Nie jestem już młoda, przyzwyczaiłam się do bycia w domu, bez pracy i nie chcę znowu jej podejmować – moje zdrowie nie jest dobre. Osobiście emerytura mi wystarcza, nie jestem na utrzymaniu dzieci. Mamy oddzielny budżet i różne półki w lodówce. Nie planuję też sprzedaży mieszkania. Teraz mieszkamy razem – ja, córka, zięć i dwoje wnucząt. W trzypokojowym mieszkaniu jeszcze jakoś się zmieścimy, ale jak je sprzedamy, to niewiele dostaniemy, bo jest stare, wymaga remontu , lokalizacja też taka sobie. Zamiast tego w najlepszym wypadku kupimy jedno mieszkanie dwupokojowe, ale nie dwa, więc o co chodzi?
Rozumiem, że córka chce mieć własne mieszkanie, więc niech ona i zięć oszczędzają, a nie straszą mnie wnukami.
– Zabiorę je i więcej ich nie zobaczysz!” moja córka mnie przeraża.
Ale ja się nie boję. Ich dzieci wcale nie są z cukru. Rozpieścili je, a teraz skaczą im po głowach, nie mają szacunku dla starszych i są tak samo wyłudzające jak ich rodzice. Byłabym szczęśliwa, gdybym nie miała ich w domu.
Moja córka przysięga, obiecuje, że się przeprowadzi, ale jakoś mijają tygodnie i nic się nie dzieje. Podejrzewam, że oni sami nie mają możliwości przeprowadzki, a ona i zięć próbują przekonać mnie do sprzedaży. Ponieważ słowa nie działają, przeszli do zastraszania.




