Mam dwadzieścia cztery lata. Nie jestem dzieckiem i już wiem, co stanie się z mieszkaniem naszej babci po jej śmierci. To babcia mojego ojca, który od dawna z nami nie mieszka. Wyjechał za granicę, znalazł kobietę i tam z nią mieszka. Oprócz babci mam jeszcze ciocię i wujka. Mieszkają w Polsce, a moja mama i ja mieszkamy razem z babcią.
Babcia bardzo mnie kochała i od początku mówiła, że po jej śmierci dostanę ten dom. Jednak nie wszystko jest takie proste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Zgodnie z prawem, w tamtym czasie moja babcia miała troje dzieci, one też mają prawo do tego mieszkania. Krewni odwiedzają moją babcię tylko w święta, a potem moja mama i ja opiekujemy się nią sami. Rodzina zawsze mówiła, że możemy tu zostać nawet po śmierci babci i nie będą mieli do nas pretensji. Pytanie tylko, na jakich zasadach: jako właściciele czy jako najemcy?
Oczywiście nie chciałem tego dla mojej mamy. Nie powinna mieszkać na ulicy. Mój ojciec zostawił ją dla innej kobiety. Odkąd pamiętam, moja matka zawsze była miła i współczująca, a wszyscy to wykorzystywali. Aby zapewnić dom dla mojej matki, postanowiłem zarejestrować mieszkanie na siebie. Mama nie miała nic przeciwko, a babcia również wyraziła zgodę. Mama mojej koleżanki z klasy pracuje jako notariusz, więc pomogła nam z dokumentami.
Kiedy moja babcia zmarła, moja ciocia i wujek zgłosili się i wspomnieli, że mają prawo do tego mieszkania. Ale nie przewidzieli jednej rzeczy – mieszkanie od dawna było zarejestrowane na moje nazwisko. To było dla nich prawdziwe zaskoczenie . Przez długi czas próbowali zrzucić winę na mnie i nawet złożyli pozew, twierdząc, że zmusiłem babcię do przepisania wszystkiego na mnie. Oczywiście ich prośba nie została uwzględniona, ponieważ wszyscy wiedzieli, jak dobrze opiekowaliśmy się babcią i jak ciepłe były nasze relacje. Ciocia i wujek nie rozmawiają już ani ze mną, ani z mamą. Tak po prostu jest. Nie chciałem się tak czuć. Wyobraź sobie, że tracisz prawie całą rodzinę naraz wraz z babcią.




