Kiedy poznałam Marka, wiedziałam, że ma córkę. Przed ślubem prawie jej nie widywałam, a jak przyjeżdżałam w odwiedziny, to przywoziłam jej prezenty, żeby ją, że tak powiem, udobruchać. Dziewczyna wydawała mi się całkiem miła, znośna jak na swoje sześć lat. Ale po ślubie dowiedziałem się, że jest po prostu potworem.
Mój mąż idzie jej na rękę, kupuje jej wszystko, o co poprosi, nawet za ostatnie pieniądze. I chce tego samego ode mnie. Mówi, że po dwóch latach małżeństwa powinnam ją kochać jak własną i uważać za swoje dziecko. Ale ona wciąż jest dla mnie obca. Wiem, że urodziła ją inna kobieta, że ta kobieta nic nie robi dla swojej córki, a ja z jakiegoś powodu muszę. Nadal chcę rozumieć dzieci i je rozpieszczać, a nie niegrzeczną dziewczynkę, która biegnie poskarżyć się na mnie swojemu ojcu i bardzo szybko zmienia “mamę” na “ciocię”.
Mój mąż nie rozumie, że prosi mnie o niemożliwe. Nigdy nie pokocham takiego wymagającego dziecka. Wykorzystuje mnie dla prezentów, a kiedy ich nie dostaje, jest kapryśna. A ma dopiero siedem lat. Co będzie, gdy dorośnie i nauczy się nowych metod manipulacji? Czy nie rozdzieli nas swoim zachowaniem?
Nie ma nade mną kontroli, więc stawia mnie w trudnej sytuacji, wie, że jej ojciec mnie zbeszta, a nie jej “mój skarbie”. A mój mąż myśli, że przesadzam, kiedy mówię mu, jak mnie traktuje.




