Im byłem starszy, tym częściej widziałem, że moi rówieśnicy również cierpieli z powodu niekompletnej rodziny, tak jak ja. Wydawało się, że posiadanie pełnej rodziny to skarb, o który trzeba się bardzo starać.
Biedne dzieci stają się ofiarami swoich rodziców, którzy często wyładowują na dzieciach swój gniew lub obwiniają je za swoje nieszczęścia. Czas mija szybko i te straumatyzowane dzieci wyrastają na złych dorosłych.
Mnie przydarzyło się coś podobnego. Mój ojciec zostawił moją matkę, gdy miałem 4 lata. Nie tylko zostawił moją matkę, ale także mnie. I wydawało się, że po tym moja matka i ja powinniśmy stać się jednością, a nie – stałem się dla niej dodatkowym bagażem, którego chciała się pozbyć. Jej życie kręciło się wokół imprez i mężczyzn, a o mnie rzadko pamiętała. I tu pojawia się druga bolesna zdrada z dzieciństwa.
Byłem zazdrosny o jej chłopaków, ciągle się zmieniali i żadnego z nich nie pamiętam. Dlaczego byłem zazdrosny? Bo ich kochała, karmiła, dbała o nich, poświęcała im uwagę, całowała i przytulała, a kiedy ja chciałem czułości, mama mnie odpychała.
Po ukończeniu szkoły pojechałem na studia w stolicy, studiowałem i pracowałem jednocześnie, ponieważ moja matka nie pomagała mi zbytnio , później znalazłem dobrą pracę, która zapewniła mi spokojne życie.
Z czasem zacząłem wspinać się po szczeblach kariery, ciężko pracowałem i zostałem zauważony, więc moja pensja również wzrosła, i wtedy moja matka wróciła do mojego życia. Przyszła do mojego wynajmowanego mieszkania, próbowała ze mną rozmawiać, przytulić mnie, czekałem na to całe dzieciństwo, więc na początku nie widziałem jej prawdziwych intencji. Powiedziała, że potrzebuje na coś pieniędzy, a ja dałem jej wszystko, tylko po to, żeby znów mnie przytuliła.
Potem moja mama powiedziała mi, że ona i jej nowy chłopak chcą zamieszkać razem, tylko we dwoje, więc muszę jej pomóc, dając jej połowę mojej pensji co miesiąc. Byłem oburzony i dopiero wtedy otworzyły mi się oczy na fakt, że przez cały czas wykorzystywała mnie w podły sposób i nigdy mnie nie chciała. Ale jakże bolesne jest ponowne przyznanie się do tego…




