Kiedy szłam do ołtarza do mojego męża w sukni ślubnej, byłam tak szczęśliwa, że byłam przekonana, że tak będzie zawsze, bo łączy nas prawdziwa miłość.
Po ślubie znaleźliśmy z mężem dom na wsi, który wkrótce kupiliśmy, wyremontowaliśmy i urządziliśmy według własnego gustu. W tym czasie zaszłam już w ciążę i nie mogliśmy się doczekać naszego dziecka. A kiedy się urodziła, nasze szczęście zdawało się podwajać.
Kiedy byłam na urlopie macierzyńskim, mój mąż pracował i robił wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić mi i córce wszystko, co najlepsze. Ja z kolei nieustannie okazywałam mu miłość i wspierałam go, jak tylko mogłam.
Kiedy mój mąż zdał sobie sprawę, że nie zarabia wystarczająco dużo w swojej starej pracy, znalazł pracę jako robotnik na budowie. A najważniejsze jest to, że lubił tę pracę.
Pewnego dnia zadzwonił do mnie jego dyrektor, nawet nie pamiętam, skąd miał mój numer.
-Dzień dobry, Kinga , Robert spadł z rusztowania, lekarze go zabrali, ale… nie ma go już wśród nas.
Na początku myślałam, że to żart, ale nikt się nie śmiał. Szybko zaprowadziłam córkę do sąsiadki i pobiegłam w tym, co miałam na sobie, wezwałam taksówkę i pojechałam do szpitala. W szpitalu nie byłam już sobą, lekarze musieli wstrzyknąć mi środek uspokajający.
Nie mogłam się opanować. Krzyczałam, że to miał być nasz szczęśliwy dzień, bo dowiedziałam się, że jestem w ciąży, ale teraz nie miałam komu o tym powiedzieć. Jego już nie było.
W szpitalu podali mi tak silne środki , że niewiele pamiętam. Następnego dnia obudziłam się z myślą, że nie chcę obudzić się w świecie bez niego… W tym momencie moja córka krzyknęła z pokoju obok, a ja wstałam, przypominając sobie, że wkrótce urodzę kolejną małą osobę. A ta dwójka ma tylko matkę, więc musiałam być silna.
Po 6 miesiącach urodziłam syna, nazwałam go imieniem mojego męża Roberta, a im bardziej dorastał , tym bardziej przypominał swojego tatę.
Trudno było poradzić sobie z dwójką dzieci, więc czasami odwiedzali mnie teściowie lub rodzice. Pomagali mi finansowo, gdy byłam na urlopie macierzyńskim.
Patrząc na siebie w sukni ślubnej, mogę powiedzieć tylko jedno – byłam naprawdę szczęśliwa do ostatniego tchu mojego ukochanego!




