Andrzej i ja poznaliśmy się, gdy byliśmy studentami. Spotykaliśmy się przez około trzy lata, a potem on mi się oświadczył. Tak minęło siedem lat naszego małżeństwa. Żyjemy dobrze, w harmonii, mimo że nie mamy jeszcze dzieci. Jesteśmy zajęci innymi rzeczami, budujemy dom i musimy poświęcać dużo czasu w jego wykończenie. To było tuż przed Wielkanocą, świetny pretekst, aby zebrać całą rodzinę i przekazać im tę wspaniałą wiadomość. Oczywiście przygotowywałam się do tego od dłuższego czasu. Bo moja teściowa uwielbia zaglądać we wszystkie kąty i robić mi wyrzuty, że nie gotuję tak jak ona.
Kiedy sie pobraliśmy, musieliśmy mieszkać w tym samym mieszkaniu z moimi teściami, ponieważ nasz dom wciąż był w budowie. Wtedy naprawdę poznałam prawdziwy charakter mojej teściowej. Każdego dnia odwiedzała nas i sprawdzała, czy dobrze sobie radzimy. Chciała mnie we wszystkim poprawiać, wszystkiego uczyć: jak prawidłowo zmywać naczynia, jak gotować barszcz, żeby był taki jak jej, a nawet jak prawidłowo myć podłogę bez plam i tak dalej. Cóż, byłoby to niczym, gdybym nie zobaczyła na własne oczy, jaką gospodynią jest w swoim domu. Wyobrażacie sobie, mój mąż nie miał pojęcia, że podłogę też trzeba umyć, a nie tylko odkurzyć. Takie wychowanie ma jej syn, że nie ma pojęcia, że trzeba sprzątać na mokro. Cokolwiek robiłam, poprawiała mnie we wszystkim. Pewnego dnia nie wytrzymałam i poskarżyłam się mężowi, a potem okazało się, że nie rozmawialiśmy przez dwa tygodnie.
Moi rodzice wiedzieli o całej tej sytuacji i zrobili wszystko, aby pomóc nam jak najszybciej przeprowadzić się do własnego domu. Ale jak myślicie? Moja teściowa wsadzała nos nawet tam. Nie tylko sprawdzała wszystko w domu, ale też wchodziła do ogrodu i pokazywała mi, gdzie co powinno rosnąć. Pewnego dnia wróciłam do domu, a moja teściowa była w naszej kuchni i piekła ciasta, mówiąc, że w swoim domu nie ma prądu. W jej kuchni w ogóle nic nie można znaleźć, panuje tam kompletny bałagan. Nie ma gdzie usiąść, wszędzie coś leży, nie ma gdzie postawić kubka. Ale ona i tak przychodzi do mnie i pokazuje mi, gdzie coś jest nie tak. Kiedyś zebraliśmy się wszyscy przy stole na święta, a ona przy wszystkich krytykowała każde danie, które ugotowałam, a skończyło się na moim ogródku. Dodawałam za mało soli lub za dużo pieprzu. Posadziłam kwiaty w złym miejscu. Bardzo się powstrzymywałam, ale wszystko było już na krawędzi mojej cierpliwości. Na szczęście zadzwoniła do mnie mama i mnie uspokoiła, bo widziała, jak bardzo się denerwuję: „Córeczko, nie denerwuj się, nie możesz się tak przejmować, a teściowa jest po prostu zazdrosna, to wszystko, nie bierz tego do siebie. To starsza kobieta, nic na to nie poradzisz. Dbaj o męża i siebie, niedługo będziesz miała dziecko – przytuliła mnie mocno.
Jestem bardzo wdzięczna rodzicom za wszystko.




