W niedzielę świętowaliśmy urodziny mojej córki. Skończyła pięć lat. Jest w takim wieku, że już wszystko pamięta. Byliśmy z mężem bardzo szczęśliwi, że naszej córce podobały się jej urodziny. Park rozrywki, spacer, tort, o którym córka marzyła od dawna, a potem jej ulubione lody w kawiarni. Wieczorem córka była bardzo zmęczona, więc szybko poszła spać. Ja i jej dziadkowie wciąż siedzieliśmy przy stole.
We wtorek zadzwoniła do mnie moja najlepsza przyjaciółka. Powiedziała, że chce przyjechać i złożyć mojej córce życzenia. Od razu pomyślałam, że nie zdążę przygotować się na jej przyjazd w tak krótkim czasie. Musiałam przecież odebrać córkę z przedszkola, pójść do sklepu i coś ugotować. Przypomniałam sobie, że nawet jeszcze nie posprzątałam mieszkania. Często tak się dzieje, gdy rano szykujemy się do pracy. Wszystkie rzeczy są porozrzucane. Musiałam więc zrobić wszystko, zanim przyjechała moja przyjaciółka.
Kiedy wyszliśmy z mężem z przedszkola, powiedziałam, że musimy jeszcze iść do sklepu. Moja córka ucieszyła się, że kupię jej lalkę. Ale jak tylko weszliśmy do supermarketu, zaczęło się…Dorotka zaczęła być kapryśna, sięgała po słodycze, krzyczała i płakała. Nie działały na nią moje słowa, że wszystko mamy w domu. Uparcie chciała kupić coś dla siebie. Podeszłyśmy do kasy, a moja córka szlochała, bo krzyczałam na nią za jej zachowanie.
Wyszłyśmy ze sklepu. Na zewnątrz było gorąco. Moja córka znów zaczęła płakać. Tym razem była spragniona. I była to słodka woda, którą kupiliśmy w supermarkecie. Znów zaczęłam na nią krzyczeć. Obok przechodziła kobieta i wszystko słyszała. Potem podeszła do mnie i powiedziała:
– Moja córka też była niegrzeczną dziewczynką. Też ją karciłam. A potem zachorowała. Oddałabym wszystko, żeby była zdrowa.
Kobieta odeszła. Stałam jak wryta. Nie wiedziałam nawet, co powiedzieć. Naprawdę nie wiedziałam. Czy naprawdę żal mi wody dla córki? Niech ją wypije. Kupimy więcej. A ja krzyczę na córkę z powodu mojej przyjaciółki, którą widuję raz na pół roku. Dlaczego, bo chce mojej uwagi? Niech przyjdzie, poczęstuję ją tym, co mam. W końcu to nieplanowana wizyta. Nie będzie wielkim problemem, jeśli nie będę miała czasu na gotowanie czy sprzątanie. Przejdę nad tym do porządku dziennego. Najważniejsze, że moja córka jest zdrowa i szczęśliwa, a nic innego się nie liczy.




