Po ślubie mojego starszego syna żona mojego młodszego syna zadzwoniła do mnie i zaczęła oskarżać mnie o skąpstwo. Powodem było to, że daliśmy naszemu starszemu synowi mieszkanie.
Zacznę od początku. Mamy dwóch synów w odstępie pięciu lat. Starszy syn ożenił się później niż młodszy, gdy młodszy się żenił nie było nas stać na taki prezent dla młodych, ale zapłaciliśmy za całe wesele i wszyscy byli szczęśliwi. Syn nam dziękował, bo jego narzeczona nie miała pieniędzy na wesele. Na początku wynajmowali mieszkanie, potem mój syn kilka razy wyjeżdżał do pracy za granicę, więc dorobił się przyzwoitego trzypokojowego mieszkania.
Kiedy życie naszego starszego syna się ułożyło i w końcu postanowił się ożenić, zdecydowaliśmy, że najlepszym prezentem dla niego będzie mieszkanie. I nie, nie staliśmy się bogaci, ale niedawno odziedziczyliśmy dom na wsi i postanowiliśmy go sprzedać, a pieniądze przeznaczyć na zakup mieszkania dla naszego najstarszego. W środku uroczystości, kiedy wznosiłam toast i wręczałam klucze nowożeńcom, żona mojego młodszego syna wyzywająco wstała i wyszła. Nie pomyślała jednak, że upokarza swojego męża, nowożeńców, a nawet mnie i mojego męża. Prawdopodobnie jej to nie obchodziło. Ale później stało się jasne, że ceniła tylko rzeczy materialne. Następnego dnia odbyliśmy rozmowę, która skłóciła nas z młodszym synem i jego żoną
Moja synowa zaczęła mi niegrzecznie mówić, że ją upokorzyłam i nigdy nie zrobiłam nic dla mojego młodszego syna. Ponieważ, jak powiedziała, pracował w obcym kraju przez kilka lat, aby zarobić na mieszkanie. Natomiast starszemu synowi podaliśmy wszystko na srebrnej tacy. Synowa podkreślała, że jest bardzo niezadowolona z takiego postępowania. A ja nie mogłam wtrącić nawet słowa. Naprawdę chciałam powiedzieć, że rodzice nie dali jej nic na ślub, a także chciałam jej powiedzieć, jakim sposobem kupiliśmy mieszkanie dla naszego najstarszego syna. Następną rzeczą, którą mi powiedziała, było to, że zapomni o naszym wykroczeniu tylko wtedy, gdy przepiszemy im nasze mieszkanie.
Naprawdę chciałam jej powiedzieć, że jej rodzina nie dała ani grosza na ich ślub. Zapłaciliśmy za wszystko, organizację, bankiet, a ona śmie mi cokolwiek mówić? Wiecie, co mi powiedziała? Że naszym obowiązkiem było zapłacić za ślub i że nasz syn miał szczęście, że ją poznał. Więc to jest cena za wszystko.
Zaniemówiłam. Powiedzieć, że byłam zszokowana, to mało powiedziane.
-
A gdzie ja i mój mąż będziemy mieszkać?
-
Gdziekolwiek ! Jedź do swoich rodziców w wiosce.
Nie tylko pomogliśmy naszemu młodszemu synowi w organizacji ślubu, ale nawet zapłaciliśmy za ich miesiąc miodowy na Malediwach…. Jej bezczelność po prostu mnie zdumiała. Po co jej jeszcze nasze mieszkanie?
Wciąż mieliśmy nadzieję, że nasz syn jakoś przemówi żonie do rozumu, ale nie. On też się na nas obraził.
Oczywiście odmówiliśmy przepisania mieszkanie, a w zamian synowa zabroniła nam widywać się z wnukami. Ona sama nie ma z nami kontaktu i zabrania mojemu synowi widywać się z nami. Nie chcemy dać się nabrać na te manipulacje synowej i uważamy, że oddanie mieszkania to kompletna głupota. Cała ta sytuacja jest dla nas bardzo przygnębiająca i bardzo tęsknimy za naszymi wnukami.




