W wieku 52 lat znalazłam swoją prawdziwą miłość i pobraliśmy się, mimo że dla nas obojga był to późny etap życia. Mój mąż ma dorosłą córkę, która ma 25 lat i sama jest matką. Niedawno rozwiodła się i w wtedy postanowiła przenieść się bliżej ojca, aby w razie potrzeby uzyskać wsparcie.
Początkowo komunikowałam się z nią tylko zdalnie za pośrednictwem połączeń wideo, wymieniając pozdrowienia. Jednak teraz, gdy mieszka w pobliżu, okazało się, że mnie nie akceptuje. Próbowałam do niej dotrzeć i porozmawiać, ale postrzega mnie jako zagrożenie, konkurenta o uwagę ojca. Uważa, że gdybym się nie pojawiła, ona mieszkałaby z ojcem w ich rodzinnym domu.
Próbując rozwiązać tę sytuację, zaproponowałem jej, by zamieszkała z nami, ponieważ mieliśmy wystarczająco dużo miejsca w naszym domu. O dziwo, powiedziała, że jej ojciec jest temu przeciwny, ponieważ dopiero co się pobraliśmy. Postanowiłam skonsultować to z mężem, który potwierdził, że to prawda. Nie chciał, by jego córka była świadkiem potencjalnych konfliktów lub problemów, które mogłyby pojawić się w naszej nowej rodzinie.
Nie mam nic przeciwko temu, by mój mąż pomagał swojej córce; w rzeczywistości uważam, że to naturalne, by ojciec wspierał swoje dziecko. Jestem jednak zaskoczona jej oskarżeniami, że to ja jestem przyczyną wszystkich jej problemów. Chciałabym, żeby zrozumiała, że kocham jej ojca za to, kim jest, a nie za jakiekolwiek korzyści materialne. Wydaje jej się, że beze mnie wsparcie finansowe jej ojca byłoby kierowane wyłącznie do niej i jej córki. W rzeczywistości mój mąż pomaga im jak tylko może, ale i tak ledwo wiążą koniec z końcem.
Chcę mieć dobre relacje z moją pasierbicą, ale jej negatywne nastawienie sprawia, że jest to trudne. Mam nadzieję, że z czasem się zrozumiemy i znajdziemy wspólny język, zbudujemy razem troskliwą rodzinę, która będzie sie wspierać i sobie pomagać.




