Zbliżały się moje trzydzieste urodziny, a z Robertem spotykałam się od dwóch lat. W wieku 32 lat był rozwiedziony i nie bardzo zainteresowany ponownym małżeństwem. Mieszkaliśmy w jego jednopokojowym mieszkaniu i chociaż było małe, wystarczało nam obojgu.
Robert poprosił mnie, żebym się do niego wprowadziła półtora roku temu, zgodziłam się podjednym warunkiem, że przez rok będziemy żyć jak byśmy byli związku małżeńskim. Gdyby nie był gotowy na małżeństwo do końca tego roku, rozstaniemy się. Chciałam mieć prawdziwą rodzinę i dzieci urodzone w małżeństwie i nie chciałam czekać w nieskończoność.
Przez prawie rok nasze wspólne życie było harmonijne, ale potem Robert miał problemy w pracy. Kłopoty w pracy doprowadziły do spadku jego zarobków i wzrostu obowiązków. W końcu zdecydował się odejść i pomimo poszukiwań nie znalazł nowej pracy, ponieważ był zdeterminowany, aby pracować wyłącznie w swojej dziedzinie.
Miał pracę na pół etatu, ale dochód ledwo wystarczał na pokrycie podstawowych kosztów, takich jak paliwo i media. Ja zajmowałam się większością wydatków, w tym jedzeniem, rozrywką i potrzebami domowymi. Chociaż chciałam go wspierać, byłam zmęczona tym finansowym obciążeniem. Poruszyłam tę kwestię z Robertem , sugerując, by był bardziej aktywny w poszukiwaniu pracy. On jednak obraził się i wycofał, uważając, że kochający partner powinien być przy nim w trudnych chwilach.
Sytuacja powodowała stres i kłótnie między nami i wydawało się, że nasz związek utknął w martwym punkcie. Nie związaliśmy się węzłem małżeńskim i nie miałam pojęcia, czy Robert ma zamiar zalegalizować nasz związek. Pewnego dnia zaproponował mi nawet, żebym urodziła mu dziecko bez ślubu cywilnego, czyli bez aktu małżeństwa. Wyobrażasz sobie?
Bez względu na to, jak bardzo kochałam Roberta , nie mogłam ignorować swoich marzeń o rodzinie i stabilnym życiu. Zastanawiałam się, czy nie powinnam być bardziej cierpliwa i dać mu więcej czasu, ale niepewność odbijała się na moim samopoczuciu emocjonalnym.
W poszukiwaniu jasności sytuacji zdecydowałam się na otwartą i szczerą rozmowę z Robertem. Pewnego wieczoru usiedliśmy przy stole i podzieliliśmy się naszymi uczuciami i obawami. Wyraziłam swoje pragnienie posiadania poważnego związku i rodziny, a on opowiedział mi o swoich obawach przed ponownym niepowodzeniem w małżeństwie i niepewności co do znalezienia nowej pracy.
Jeśli chcesz mieć dziecko, to je miej, ale ja za ciebie nie wyjdę”.
Te słowa stały się dla mnie siłą napędową. Tego wieczoru spakowałam swoje rzeczy i pojechałam do domu rodziców. Nie można marnować czasu na mężczyznę, który nie chce się żenić! Co o tym myślisz?




