Miałam wtedy 40 lat, a mój mąż 45 i marzyliśmy o trójce dzieci. Ale bez względu na wszystkie nasze wysiłki, to nie udało się nam. Przypisywaliśmy to naszemu wiekowi, a ja postanowiłam nie ryzykować, słuchając zaleceń lekarzy, że rodzenie dzieci po 35 roku życia jest niebezpieczne. Podjęliśmy więc wspólną decyzję o adopcji dziecka z sierocińca.
Kiedy z mężem poznaliśmy dzieci, zdecydowaliśmy, że pierwsze, które do nas podejdzie, będzie tym, które wybierzemy. Tym chłopcem był Adam o pięknych niebieskich oczach. Ponad 6 miesięcy zajęło mu przystosowanie się do naszej rodziny. Nasi dwaj synowie, spędzali z nim dużo czasu.
Na początku Adam był wycofany i nieśmiały. Wszyscy staraliśmy się go uszczęśliwić. Ale z powodu jego agresywnego zachowania musieliśmy zmienić 4 przedszkola. Ciągle bił się z innymi dziećmi. Ta sama historia powtórzyła się w szkole. Próbowaliśmy wszystkich możliwych sposobów, w tym pomocy psychologicznej, ale na próżno. Nasi synowie, skończyli już studia i mieszkają za granicą, a mój mąż zmęczony ciągłymi konfliktami i problemami odszedł od nas. Adam ledwo skończył szkołę.
Stał się buntownikiem, brał narkotyki, popełniał przestępstwa. Cierpiałam przez niego. Wydałam mnóstwo pieniędzy, by ratować go z różnych opresji. Opłacałam kaucje lub płaciłam grzywny. Ale Adama to nie obchodziło. Kontynuował swoją szkodliwą działalność. A teraz mam 60 lat, nie mam męża, a moje dzieci mieszkają daleko, na innych kontynentach. Adam jest w więzieniu. Zbudowałam całe swoje życie na jednej decyzji, która była podjęta dla jego dobra. Ale ta decyzja obróciła się przeciwko mnie.




