Mój mąż i ja od lat staraliśmy się o dziecko, niestety nie wychodziło nam……więc pewnego dnia postanowiliśmy pojechać do sierocińca i złożyć podanie. Dyrektor oprowadził nas, abyśmy mogli spokojnie przyjrzeć się dzieciom, a ja od razu zwróciłam uwagę na małego bruneta- Wojtka . Kierownictwo powiedziało nam, że dziecko zostało odebrane rodzicom, ponieważ nadużywali alkoholu.
Wojtek miał zaledwie 2 lata, a już bał się każdego dźwięku, więc mogliśmy sobie tylko wyobrazić, przez co przeszedł. Zdecydowaliśmy, że chcemy mu pomóc i mieliśmy szczerą nadzieję, że uda nam się to naprawić.
Pierwszy dzień, kiedy go przywieźliśmy, był najtrudniejszy. W domu czekali na nas moi rodzice i teściowie, którzy czekali na jego pojawienie się tak samo jak my. Ale chłopiec schował się w kącie, nie reagował na nic i milczał.
Teściowa od razu zaproponowała, że mały może zostać , ale odmówiliśmy, bo rozumieliśmy, że Wojtek musi się najpierw przyzwyczaić do nas, a my do niego. Czas mijał, a ja zaszłam w ciążę, ale i ta ciąża zakończyła się niepowodzeniem. Tymczasem Wojtek nie mógł się do nas przyzwyczaić, unikał jakiegokolwiek kontaktu, przebywał w swoim pokoju. Jedyną osobą, z którą potrafił się “porozumieć” był pies teściowej, potrafił się z nim bawić, coś do niego powiedzieć, a nawet się uśmiechnąć! Im więcej czasu mijało, tym bardziej byłam pewnie, że chłopiec nie będzie w stanie się do nas przyzwyczaić. Mój mąż nie tracił nadziei i zapewniał mnie, że nam się uda, tylko potrzebujemy więcej czasu, bo nie wiedzieliśmy przez co wcześniej przeszedł.
Minął rok, odkąd go przygarnęliśmy, a ja byłam za oddaniem go do domu dziecka, mój mąż też się poddawał, moja mama nas wspierała, tylko moją teściowa była zła ….. Tego dnia była w naszym domu. Zaprosiłam ją do kuchni. Wojtek jadł płatki, a moja teściowa spojrzała na niego, przywitała się, a potem zwróciła się do mnie:
-Wyobrażam sobie, jak jest ci ciężko, bo chłopak wciąż nie nawiązał kontaktu, ale wyobraź sobie, jak jest jemu! Przez dwa lata mieszkał z ludźmi, którzy go nie chcieli! O takim dzieciństwie możemy tylko myśleć w jakiś koszmarach! A potem kilka miesięcy w sierocińcu i obcy ludzie go przygarniają! Wyobraź sobie, jakie to dla niego trudne! Musicie dać mu więcej czasu i miłości, tylko wtedy będzie w stanie dojść do porozumienia!
– Już wszystko ustaliliśmy – odpowiedziałam, bo zabolały mnie jej słowa.
– Pracujesz nad tym od roku i robisz postępy! Po prostu daj mu więcej czasu! Pozwól że pomieszkam trochę z wami , pomogę ! Zrozumiesz, że nie wszystko poszło na marne!
Zadzwoniłam do męża i oboje się zgodziliśmy. Pożegnanie z Wojtkiem było bolesne dla nas obojga.
I nagle wszystko naprawdę się zmieniło. W ciągu trzech miesięcy, kiedy mieszkaliśmy razem z moją teściową, stał się prawdziwym dzieckiem, śmiejącym się, zainteresowanym wszystkim i przytulającym swoich rodziców. Kiedy pewnego dnia wróciliśmy do domu, Wojtek po raz pierwszy nazwał mnie i mojego męża mamą i tatą i nikt z nas nie mógł powstrzymać łez. Tylko moja teściowa uśmiechała się radośnie, jakby wiedziała, że tak będzie.
Mimo wszystko Wojtek najbardziej kocha swoją babcię i jej psa, więc jego tata musi go tam zabierać w każdy weekend, a my jeździmy z nim.
Minął miesiąc, odkąd posłaliśmy go do przedszkola i okazało się, że jest bardzo towarzyski i ma talent do rysowania, jego nauczyciele chwalili go i nie mogli uwierzyć, kiedy opowiadałam im, jak było kiedyś. A wszystko to dzięki mojej teściowej, która widziała i rozumiała więcej niż my!




