To było dwa lata temu. Wracałem z pracy jak zwykle bardzo późno, było już po północy. Zatrzymałem się przy sklepie nocnym , żeby kupić coś na śniadanie. Parking był w pobliżu przystanku autobusowego, zaparkowałem. Wtedy zauważyłem, że tam ktoś siedzi . Szczerze mówiąc, przestraszyłem się, widząc kogoś tak późno na przystanku. Postanowiłem podejść i zobaczyłem, że był to starszy mężczyzna, który wyglądał bardzo źle.
– Dlaczego pan tu siedzi? Jest pan chory? – zapytałem zaniepokojony.
– Serce mi się kraje, synu, i cieszę się, że nie jestem sam. Dobrzy ludzie wezwali karetkę dawno temu i od tej pory na nią czekam.
Wszystko wydawało mi się dziwne, więc zapytałem, kiedy wezwali karetkę. Starszy pan spojrzał na zegarek i powiedział:
– Jakieś pięć godzin temu.
Zaniemówiłem. Dziadek musiał mieć około 80 lat, dokładnie wiedział, jak wyglądał głód , ciężka praca, był jednym z tych ludzi, którym powinniśmy być dziś wdzięczni, a tu coś takiego.
Poprosiłem go, żeby wsiadł do mojego samochodu i zawiozłem go do szpitala. Jeśli karetka nie przyjechała w ciągu pięciu godzin, to musiał to być albo inny ciężki przypadek, albo nikt ich nie wezwał…
Przed szlabanem zatrzymał nas strażnik i kazał iść pieszo. Zacząłem się z nim kłócić, bo wiedziałem, że dojście tam zajmie jakieś 20 minut, a dziadek nie czuł się najlepiej. Nie chciał ustąpić, więc po prostu ominąłem go i pojechałem do szpitala.
Skoro wiozę pacjenta, to nie jestem gorszy od karetki, więc mam prawo wjechać.
W recepcji dyżurował lekarz z pielęgniarką. Wyglądali na flirtujących, więc kiedy zobaczyli mnie i dziadka, nie byli zadowoleni.
– Zobaczyłem tego pana na przystanku. Może miał atak serca, siedział tam przez 5 godzin czekając na karetkę. Więc sam go przywiozłem.
– Niestety, mamy tu setek karetek. Jedna pojechała do wypadku i nadal tam jest, a pozostałe cztery są w naprawie!
– Cóż, nie składam żadnych skarg, przyprowadziłem tu tego pana , żebyście mogli mu pomóc.
– Macie wszystkie dokumenty?
– Jakie dokumenty? Mówiłem, że spotkałem go na przystanku autobusowym!
Następnie lekarz dyżurny rozpoczął “wykład” o tym, że muszą mieć wszystkie dokumenty pacjenta, bo bez nich nic nie mogą zrobić. Im dłużej to mówił, tym większą czułem nienawiść.
– Ty masz ratować ludzi, a nie przeglądać ich dokumenty!
– Co ty wiesz o naszej pracy? Nie mamy prawa nic robić bez dokumentów! pielęgniarka interweniowała z tym samym okrzykiem. A potem zaczęła proponować, że położy go na noszach, podczas gdy ja zdobędę jego dokumenty. Sytuacja stawała się tak absurdalna, że z trudem powstrzymywałem się przed uderzeniem ich obojga.
Wtedy zainterweniował dziadek i podsunął mi legitymację emerytalną lub coś podobnego. Po moich krzykach lekarz zgodził się przyjąć go . Zabrali go na badania, a ja zostałem w poczekalni.
Postanowiłem, że muszę sprawdzić, czy z dziadkiem wszystko w porządku, więc zostałem w poczekalni. Wyjąłem książkę i zacząłem czytać, a kilka godzin później, rano, pielęgniarka przyniosła mi listę leków i rzeczy, których potrzebował. Oczywiście postanowiłam pomóc mu również w tej kwestii. Poszedłem i kupiłem wszystko, czego potrzebował.
Kiedy wróciłem, pozwolono mi go odwiedzić. Wyglądał świeżo i poprosił mnie, abym poszedł do jego domu i powiedział jego rodzinie, gdzie się znajduje, ponieważ prawdopodobnie się martwią.
Na początku chciałem po prostu wrócić do domu, ale potem pomyślałem, że naprawdę bym się martwił, gdybym był jego rodziną, więc poszedłem pod adres, który podał mi dziadek. Rzeczywiście, wszyscy byli na nogach. Córka obdzwoniła wszystkich znajomych, mąż pojechał tam, gdzie wczoraj był teść, a wnuczka szukała go po szpitalach. Szybko im wszystko wyjaśniłem, zaczęli mi dziękować i proponować pieniądze, ale odmówiłem. Potem jego wnuczka zaproponowała mi przynajmniej śniadanie i drzemkę, a wtedy zdałem sobie sprawę, jak bardzo jestem zmęczony, więc nie odmówiłem.
Niedawno świętowaliśmy naszą pierwszą rocznicę ślubu z jego wnuczką, która, dzięki Bogu, cieszy się dobrym zdrowiem!




