Bardzo lubię programy telewizyjne i filmy, przy których można po prostu płakać. Pracuję w szpitalu położniczym od piętnastu lat, więc widziałam wiele rzeczy. Ale to nic w porównaniu z tym, czego ostatnio byłam świadkiem. Zdecydowanie nigdy nie zapomnę tej historii.
Była dziesiąta rano. Razem z przyjaciółmi wypiliśmy kawę i udaliśmy się na nasze oddziały. Pierwsza przyszła Sylwia, miła, uprzejma i słodka dziewczyna. Miała już lekkie skurcze, więc lekarz powiedział, że urodzi za trzy do czterech godzin. Podczas porodu prawie nie krzyczała i uważnie wykonywała wszystkie polecenia lekarza, aby nikomu nie przeszkadzać i nie sprawiać nam niepotrzebnych kłopotów. Na świat przyszło zdrowe dziecko.
Monika była kolejną osobą, która pojawiła się na oddziale położniczym. Wszyscy od razu zwrócili na nią uwagę. I słusznie! Efektowna brunetka o niebieskich oczach. Przyjechała drogim samochodem, w przeciwieństwie do Sylwi, którą przywiozła taksówka. Umieściliśmy je na tym samym oddziale.
Natychmiast zdałem sobie sprawę, że te kobiety się znają. Myślałam, że są starymi przyjaciółkami, ale myliłam się. Kiedy Monica weszła na oddział, twarz Sylwi była nieszczęśliwa. W pokoju dało się wyczuć napięcie.
Sylwia urodziła jako pierwsza. Wszystko poszło dobrze i kilka godzin później na świat przyszła śliczna Ania. Później na porodówkę zabrano również Monikę. Wtedy postanowiłam zapytać Sylwię, skąd zna Monikę.
– Jak dobrze się znamy?. To duże słowa! Ta kobieta to była kochanka mojego męża. Od razu dowiedziałam się o romansie z nią. I jak trochę udało mi się wybaczyć mężowi, umieściliście nas w tym samym pokoju na tym oddziale – powiedziała smutno Sylwia.
“Potem Monika urodziła. Ale jej dziecko było bardzo słabe. Chłopiec nie mógł samodzielnie oddychać i natychmiast trafił na oddział intensywnej terapii. Monice powiedziano, że będzie miał problemy zdrowotne do końca życia. Słysząc to, kobieta natychmiast oświadczyła, że nie zamierza wychowywać tego dziecka i chce je porzucić. Pół godziny później odmowa była już na biurku lekarza, a Monika wróciła do domu.
Byłam bardzo oburzona tą sytuacją. Potem powiedziałam o tym Sylwi. Była zszokowana tym, co usłyszała, po czym zadzwoniła do swojego męża. Minęło nie wiele czasu i Sylwia powiedziała mi, że chcą adoptować tego chłopca.
Wkrótce potem chłopiec został wypisany, a szczęśliwa Sylwia wróciła do domu z córką i synem.
Wciąż nie mogę uwierzyć, że na świecie są jeszcze ludzie zdolni do takich dobrych uczynków. Jak można zamienić dobrą żonę na taką pannę? Mężczyźni, o czym wy myślicie, kiedy rzucacie się w ramiona takich kobiet?




