W tamtym czasie Marek i ja byliśmy małżeństwem od czterech lat. Poznaliśmy się na przyjęciu urodzinowym wspólnego znajomego, zainteresowaliśmy się sobą i Marek zaprosił mnie na randkę. Po dwóch miesiącach randkowania oświadczył się. W żaden sposób mnie to nie zaniepokoiło, ponieważ oboje mieliśmy wrażenie, że znamy się całe życie i że sam los pomógł nam się spotkać. Kilka miesięcy później było wesele. A potem zaczęło się życie rodzinne, w którym starałam się być dobrą żoną i prawdziwą gospodynią domową dla mojego męża. Dom był zawsze czysty , chodziłam na siłownię i zawsze ładnie się ubierałam, a w weekendy na zmianę odwiedzaliśmy naszych rodziców, a ja zaczęłam postrzegać jego mamę i tatę jako moich rodziców.
Moi rodzice nie mieli problemów finansowych, więc na nasz ślub podarowali nam dwupokojowe mieszkanie, na które długo oszczędzali. Oboje dobrze zarabialiśmy, więc też mieliśmy z czego oszczędzać, pomagaliśmy też teściom, bo byli już na emeryturze, a ich emerytura była tak skromna, że ledwo wystarczała na pokrycie kosztów mediów.
Marek i ja byliśmy szczęśliwi, ale czegoś mi brakowało. Z czasem zdałam sobie sprawę, że chcę mieć dziecko, więc zaczęłam rozmawiać o tym z mężem. Przez długi czas Marek odmawiał, mówiąc, że najpierw chce kupić samochód. Zgodziłam się i przez następny rok oszczędzaliśmy na zakup samochodu. A kiedy już go kupiliśmy, znów zaczęłam mówić o dzieciach. Miałam rozwiązanie na wszystkie jego wymówki, więc bardzo się zdenerwował i bez zastanowienia powiedział mi prawdę: “Ja już mam dziecko!”.
Ta wiadomość wprawiła mnie w odrętwienie. Pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy, było to, że mój mąż miał kochankę i ona urodziła jego dziecko, a ja przez cały ten czas byłam ślepa. Wygląda na to, że od razu zrozumiał, o czym myślę, więc zaczął opowiadać mi prawdziwą historię.
Okazało się, że jego była dziewczyna zaszła w ciążę , ale dowiedział się o tym, kiedy spotykał się ze mną. Był już we mnie zakochany, więc nie mógł myśleć o nikim innym. Nie mógł też zostawić syna, więc przez te wszystkie lata pomagał mi finansowo, widywał się z nim. Moi teściowie bardzo kochają mojego wnuka i zabierają go na weekend, kiedy jedziemy do moich rodziców…. Nie mogłam uwierzyć, że przez cały ten czas robiono ze mnie idiotkę!
Potem wyjaśnił, że nie stać go na dwójkę dzieci, więc na razie musimy wychowywać jedno. Ale dlaczego “my” musimy? To tylko jego dziecko. Chcę mieć rodzinę, w której nie będę latami okłamywana i chcę mieć dzieci. Poprosiłam męża, żeby opuścił moje mieszkanie i wreszcie zaczął być prawdziwym ojcem dla swojego dziecka. Jak mogłabym postąpić inaczej?




