Nigdy nie mogłam pochwalić się szczęśliwym życiem. Po studiach od razu wyszłam za mąż. W tym czasie nosiłem już pod sercem naszą córkę Alinę. Nie mieliśmy własnego mieszkania, a chcieliśmy mieszkać oddzielnie od rodziców, więc wynajęliśmy pokój . Nie było to łatwe życie.
Po urodzeniu córki było jeszcze trudniej. Byłam na urlopie macierzyńskim, a pensja mojego męża ledwo wystarczała na życie. Wtedy wydarzyła się katastrofa. Mój mąż uległ wypadkowi. Kiedy zmarł, zostałam sama z dzieckiem.
Musiałam je nakarmić, ubrać i wychować. Nie mogłam dłużej przebywać na urlopie macierzyńskim, więc poszłam do pracy. Pracowałam cały dzień i brałam dodatkowe zmiany w nocy. Nie siedziałam też w weekendy: zamiatałam ulice, piekłam na zamówienie i opiekowałam się osobami starszymi. Czasami po prostu nie czułam nóg, ale wiedziałam, że nie czas się poddawać. Byłam jedynym żywicielem rodziny.
Alina chodziła do przedszkola, a w weekendy jeździła do moich rodziców na wieś. Dobrze, że od czasu do czasu oferowali swoją pomoc. Ciężko pracowałam, ale moja praca się opłaciła. Pięć lat później kupiłam mieszkanie. Moja córka chodziła już wtedy do szkoły. Trzeba było widzieć jej oczy, gdy weszła do własnego pokoju. Najwyraźniej wszystkie moje wysiłki były tego warte.
Ale to nie było takie proste. Z powodu ciągłej pracy czułam, że tracę córkę. Nie wychodziłyśmy zbyt często i rzadko rozmawiałyśmy. Moja córka wolała mówić babci o wszystkich swoich sekretach, a nie mnie. Aby jakoś zaradzić tej sytuacji, kupowałam jej ubrania, kosmetyki i dawałam drogie prezenty. Miała wszystko co najlepsze: gadżety, własne pieniądze, modne ciuchy. Opłaciłam córce studia, więc nie musiała się zbytnio starać. Miałam nadzieję, że to poprawi nasze relacje.
Po studiach Alina dostała pracę jako księgowa w prestiżowej firmie. Tam poznała swojego przyszłego męża.
Doskonale zdawałam sobie sprawę, że dzieci potrzebują własnego miejsca. Mój teść i teściowa zmarli dawno temu i nie mieli nikogo poza moim zmarłym mężem, więc postanowiłam sprzedać ich dom i kupić córce dwupokojowe mieszkanie.
W tym roku mój ojciec zachorował. Nie mógł o siebie sam zadbać, więc wzięłam go do siebie. Postanowiłam nie sprzedawać domu rodziców, ale wykorzystać go jako letnią rezydencję. Co roku sadziłam tam ziemniaki, ogórki i cebulę. Na jesień mam wszystko, co posiadam, wyhodowane w domu.
Zięć miał kłopoty w pracy i został zwolniony. Moja córka niedawno urodziła. Cały swój czas spędza z dzieckiem. Ja też pomagam jak mogę.
Niedawno odwiedziłam córkę i byłam bardzo zaskoczona rozmową z nią.
– Mamo, dlaczego nie przeprowadzisz się z dziadkiem na wieś? Tam jest ogród, podwórko, świeże powietrze. Możesz mieć krowę. Moglibyśmy sprzedać twoje i nasze mieszkanie i zamiast tego kupić dom. Jest nam ciasno.
Usiadłam i spojrzałam na córkę. Kiedy stała się taką egoistką? Nigdy nie powiedziała mi “dziękuję”, a teraz chce mnie wyrzucić z mojego własnego domu?
– Wstydź się! – powiedziałam, po czym wstałam i wyszłam.
Nie rozmawialiśmy przez dwa tygodnie. Szczerze mówiąc, bardzo tęsknię za moimi dziećmi i wnukiem. Moja córka zadzwoniła wczoraj z przeprosinami. A ja nie wiem, co robić. Alina jest przyzwyczajona do posiadania wszystkiego w swoim życiu. Takie mam “dziękuję”.




