W naszej wiosce była duża rodzina. Matka i pięcioro dzieci. Monika była miłą kobietą, ale za bardzo lubiła mężczyzn. Nie wiadomo było, gdzie ich znajduje. Niemal po każdym nowym kochanku jej brzuch zaczynał rosnąć. A potem oni znikali. Więc kiedy ludzie dowiedzieli się, że jest w ciąży po raz szósty, byli bardzo oburzeni. Jak to jest możliwe? Monika rodzi, dostaje zasiłki, a cała wieś musi jej pomagać.
Jej dzieci chodzą po wsi i żebrzą o jedzenie i ubrania. I to nie jest ich pomysł, to Monika je zmusza. Jest jej o wiele łatwiej, bo nie musi gotować dla wszystkich. Monika nie pije i nie wydaje się robić nic złego. Jest taka jak wszyscy. Ale pojawia się kolejne pytanie – co robi z pieniędzmi, które dostaje na dzieci? W końcu to całkiem niezła sumka miesięcznie. Ludzie w wiosce nigdy nie widzieli Moniki kupującej dzieciom słodycze czy ubrania.
Dzieci mają swój plan dnia. Budzą się, myją, a potem idą tam, gdzie każe im matka. W międzyczasie młodsze dzieci czekają, aż starsze przyniosą coś do jedzenia. Jeśli poprosiły ludzi o wystarczającą ilość, jedzą to, co mają. Jeśli jest za mało, Monika coś gotuje. Żyliby tak jeszcze długo, gdyby na ich ulicy nie pojawili się nowi sąsiedzi. Młode małżeństwo.
Marek i Justyna chcieli mieszkać na wsi. Tam, gdzie jest świeże powietrze, las, rzeka. Co więcej, ich najmłodsza córka była chora. Lekarze zalecili jej spacery i pobyty na świeżym powietrzu. Wtedy młoda rodzina przypomniała sobie o domu babci , więc przeprowadzili się bez wahania. Marek jeździł do pracy do miasta.
Justyna była na urlopie wychowawczym. Jak tylko skończy się jej urlop, miała wrócić do pracy.
Kiedy chłopcy Moniki przyszli do domu Justyny i poprosili o jedzenie, dała im chleb i masło. Współczuła dzieciom. Wyglądały na głodne. Następnego dnia Monika przyszła do domu Justyny, jej córeczka siedziała w wózku. Monika uważnie przyjrzała się wózkowi i zabawkom, które leżały obok niego. Następnie podeszła do Justyny i zaczęła wymieniać rzeczy, które chciałaby dostać.
– Zabawki, wózek, łóżeczko. Wezmę to wszystko od ciebie. Niedługo będę rodzić, muszę się przygotować. I daj mi trochę ubrań na kilka pierwszych miesięcy. Pokaż mi, gdzie masz rzeczy, może coś znajdę.
Justyna spojrzała na Monikę spokojnie, po czym powiedziała:
– Nic ci nie dam. Moja młodsza siostra wkrótce zostanie mamą. Więc nie patrz na dzieci innych ludzi. I nie musisz już wysyłać swoich dzieci. Gdybyś miała głowę, dostawałabyś alimenty od ojców swoich dzieci. Dobrze by ci się wtedy żyło. Oczywiście łatwiej jest żyć na cudzy koszt. Jeśli nie jesteś w stanie utrzymać dzieci, wyślij je do sierocińca, tam będzie im lepiej. Przynajmniej będą najedzone.
Od tamtej pory Monika nigdy więcej nie wysłała swoich dzieci na żebry.




